sobota, 21 marca 2020

10. Tethered by timing, let it undo. Aimless and ripped from the root finds you.

Music on
MATILDA
       ♚
        Nie ruszam się. Stoję jak wryta, nie mogąc po raz kolejny uwierzyć własnym oczom. Jak podłym i bezczelnym trzeba być, żeby robić takie rzeczy pod nosem swojej własnej narzeczonej? Odpowiedź na to pytanie zna tylko Julian. Bo to właśnie on w tej chwili wbiega po schodach do gościnnej części posiadłości Państwa LuPone trzymając za dłoń jedną ze służek. 
W ostatnim czasie takie zbiegi okoliczności zdarzają się nader często. A to wszystko zaczęło się w momencie, kiedy przyłapałam go z własną kuzynką. Nikt oprócz Rain nie wie o jego zdradach. Duszę to w sobie tak głęboko, że świadomość jego czynów powoduje bolesne skurcze żołądka. Przyjęcie kończy się, a ja w końcu mogę wrócić do pałacu, by odpocząć i oderwać głowę od natrętnych myśli.
Biorę długą kąpiel, ubieram się w satynową koszulę nocną, po
czym Kitty pomaga mi z delikatnym rozczesaniem włosów.
 - Dobrze się panienka czuje? Jest księżniczka jakaś blada. Może przyniosę wody? 
 - Nie dziękuję Kitty. Chcę już spać - odpowiadam, w międzyczasie wślizgując się pod ciepłą pościel. W końcu zaczynam czuć się bezpiecznie. Oddycham pełną piersią.
Blondynka dyga przede mną opuszczając pomieszczenie. Jeszcze zanim odpłynę, zasypiając głęboko, pojawia się w mojej głowie jedna myśl. 
Jutro, z samego rana pójdę do ojca. On musi o wszystkim wiedzieć.
Oddycham głęboko, napełniając płuca powietrzem. Stoję przed drzwiami do gabinetu ojca, próbując wyrównać przyśpieszone bicie serca. Muszę brać przykład z Aurory. Ona pewnie bierze od życia to na co zasługuje. A ja tym razem nie mogę poddać się mojemu kompromisowemu charakterowi. W końcu chodzi o moją całą przyszłość, prawda?
Unoszę ściśniętą w pięść dłoń, po czym pukam. Odpowiada mi ciche burknięcie, co oznacza, że mogę wejść.
 - Ojcze - zaglądam przez wpół uchylone drzwi. Ojciec siedzi pochylony nad papierami, w jednej dłoni trzyma telefon, a w drugiej filiżankę z jego ulubionej porcelanowej zastawy. Jestem pewna, że pije jedną z tych swoich ulubionych indyjskich herbatek.
 - Matilda? - unosi wzrok, kiedy słyszy mój głos.
 - Mogę?
 - Oczywiście, wejdź - odkłada filiżankę i telefon, zapraszając mnie do środka. Wychodzi zza biurka, poprawiając koszulę - Co Cię do mnie sprowadza?
Zamykam za sobą drzwi, upewniając się wcześniej czy na pewno nikt za mną nie szedł. Wchodzę w głąb gabinetu i chociaż ojciec zaprasza mnie do tego bym usiadła, pozwalam sobie postać. Wypuszczam powietrze nosem, spoglądając na moje splątane dłonie.
 - Musimy o czymś poważnie porozmawiać.
 - Słucham - łypię wzrok ojca. Często zdarza się, że nie traktuje nas jak każdy normalny tata traktuje swoje dzieci. W jego oczach jesteśmy księżniczkami i księciem, którzy przygotowywani są i byli do przejęcia władzy. Ale teraz kiedy patrzę w jego oczy, widzę tyle ciepła, że wypowiedzenie ciążących mi słów staje się o wiele łatwiejsze.
 - Julian mnie... zdradza - przełykam ślinę, oczekując na odpowiedź ojca, która nie przychodzi tak szybko jakbym chciała.
Milczymy, na prawdę długo milczymy. 
 - To niedorzeczne, Matildo. 
 - Ojcze, widziałam na własne oczy. Przysięgam.
 - Wiesz, że to są bardzo poważne oskarżenia? - unosi głos, tak, że opadają mi ramiona. Zagryzam wargę, walcząc z samą sobą by się nie rozpłakać - Mamy z jego rodziną umowę, od kiedy się urodziliście. Musicie zostać małżeństwem. 
 - Ale ojcze... 
Król wraca na swoje miejsce za biurkiem. Ilość rzeczy, które spadają na jego ramiona każdego dnia jest niesamowicie ciężka, a teraz jego własna córka dołożyła mu kolejne brzemię. Opiera łokcie na biurku, zamykając oczy. Wiem, że analizuje wszystko w swojej głowie. Podejmuje decyzje.
 - Potrzebuję dowodu... - odchrząkuje - Dowodu jego zdrady. Inaczej nic z tym nie pocznę. Zostaniecie małżeństwem, czy on Cię na prawdę zdradza, czy nie. Zrozumiano? 
Następnego dnia, popołudnie spędzam w towarzystwie Rain oraz Aurory. Pogoda sprzyja spędzaniu czasu na zewnątrz. Obserwowaniu kandydatów, piciu herbaty, zajadaniu się smakołykami i po prostu wspólnego relaksu.
Od dwudziestu minut temat krąży wokół mojej osoby. Ze wstydem przyznaję się, mojej siostrze i najlepszej przyjaciółce, że po raz kolejny przyłapałam własnego narzeczonego na zdradzie.
 - Co za potworny i nikczemny mężczyzna - Aurora piekli się - I ojciec nadal chce waszego małżeństwa, nawet po Twoim wyznaniu?
 - Nie do końca...
 - Nie do końca? Co masz na myśli, Matildo? - Rain wpycha do buzi malutkie ciasteczko ptysiowe. Kiwam przecząco głową, nachylając się w stronę dziewczyn. 
 - Chce dowodu - szepczę, by nikt nie usłyszał tego co mówimy. Wokół kręci się wiele osób, a w tej sytuacji najważniejsza jest dyskrecja. Lepiej, żeby osoby postronne nie zdawały sobie sprawy, z tego, że narzeczony księżniczki przyprawia jej rogi.
 - To musimy go zdobyć - Aurora odpowiada pierwsza, praktycznie gotowa do tego by ten dowód zdobyć.
 - Tylko jak? 
 - Znów będziesz musiała go na tej zdradzie przyłapać.
Dla mojej siostry sprawa jest prosta. Dla mnie to zbyt skomplikowane, ale mimo wszystko jestem gotowa na wszystko, byleby tylko nie zostać jego żoną.
 - Po jutrze jest coroczny dobroczynny bankiet. Skoro nie przeszkadzało mu zdradzać Cię na przyjęciu u LuPone, to nie omieszka zrobić tego i przy następnej nadarzającej się okazji.
 - Może wynajmiemy detektywa? - słowa z ust Rain, wypadają z taką szybkością i głośnością, że nie mam czasu zakryć jej ust. Jestem pewna, że jej radosny pisk dotarł do uszu niektórych zebranych tu ludzi. Kątem oka sprawdzam więc, czy ktokolwiek mógł to usłyszeć. 
Nelson Gladstone, wlepia we mnie swoje niebieskie tęczówki, uśmiechając się niepewnie i przepraszająco. Niespodziewanie robi krok w naszą stronę, zginając się lekko w pół, by złożyć nam cześć.
 - Nelson - Aurora, spogląda nerwowo to na mnie, to na swojego kandydata - Miło Cię widzieć. Cóż Cię do nas sprowadza?
 - Księżniczko - rozgląda się. Widzę, jego wahanie, ale ostatecznie decyduje się na kontynuację - Bardzo przepraszam za moje wścibstwo. Nie miałem zamiaru podsłuchiwać, ale usłyszałem strzępki waszej rozmowy i...
 - I? - mam sucho w gardle z przerażenia. Oczekiwanie na to by skończył to co zaczął, staje się wręcz namacalnie bolesne.
 - Znam świetnego detektywa. Jeżeli szukacie kogoś najlepszego, to nie mogłyście lepiej trafić. Zainteresowane?
Pierwszy raz od początku eliminacji kolację zjadamy bez towarzystwa Aurory. Jest dziwnie i krępująco. Każdy staje na wysokości zadania, wylewając siódme poty by nie sprawiać wrażenia, jak momentami źle czuje się w tym okrojonym towarzystwie. 
Ci mężczyźni przyjechali by starać się o rękę mojej siostry, a zostali pozbawieni dzielenia z nią wspólnego posiłku. Nie pochwalam tego posunięcia ojca, bo póki co nic tym nie wskórał. Mam jedynie wrażenie, że zupełnie sytuację między nim a Aurorą pogorszył. 
Kolacja w końcu dobiega końca i każdy może rozejść się do swoich pokoi. Przez cały posiłek, spoglądamy na siebie z Nelsonem wyczekując naszego tajemnego spotkania. Cóż, i nie mogę pozbyć się wrażenia, że patrzył na mnie nawet wtedy kiedy ja nie skupiałam na sobie jego wzroku. 
Spotykamy się niby przypadkiem pod biblioteką. Trzymam w
dłoni książkę. Przykrywka. Niech wszyscy myślą, że właśnie po to tu przyszłam.
 - Matildo - głos Nelsona jest cichy i jestem mu za to bardzo wdzięczna.
 - Skontaktowałeś się z tym detektywem? - otwieram książkę, na przypadkowej stronie, udając, że jestem nią pochłonięta.
 - Tak. Ma wolny wieczór. Możemy się z nim spotkać. Ale nie w pałacu. 
Unoszę głowę, z niedowierzaniem spoglądam na Nelsona. 
 - Chyba postradałeś zmysły - przecinam powietrze wskazującym palcem - Nie ma mowy. Nigdy w życiu nie opuściłam królestwa po zmierzchu bez moich gwardzistów i służek. Chyba nie oczekujesz, że postawię ich na nogi bo mam taką zachciankę?
 - Nie, nie oczekiwałem tego - Nelson przewraca oczami, cały czas badając wzrokiem czy nikt czasami nas nie podsłuchuje - Ale musimy to zrobić... jakimś cudem wydostać się z pałacu. 
Panika wzbiera się w moim ciele. Nigdy w życiu tak nie ryzykowałam. Nie dla tak błahej sprawy, jaką jest spotkanie z detektywem. 
Ale potem uświadamiam sobie, że to spotkanie ma swój cel. Nie mogę dopuścić do małżeństwa mojego i Juliana. Cel uświęca środki, Matildo, cel uświęca środki...
 - Znasz ten pałac jak własną kieszeń, prawda? - Nelson przysuwa się do mnie, tak blisko, że omal nie stykamy się ciałami - Musi tu być jakieś tylne wyjście, cokolwiek.
 - Daj mi pomyśleć - unoszę głowę ku górze. Nasze spojrzenia się krzyżują. Wręcz elektryzują powietrze. Dziwnie, lecz przyjemnie.
 - Mamy mało czasu, ale spokojnie. Myśl. Nie przeszkadzam.
 - Właśnie, że... - odsuwam się od niego na krok w bok. Na twarz Nelsona wpływa niechlubny uśmieszek - Przeszkadzasz - kończę.
Znów rozglądamy się, sprawdzając czy cały czas jesteśmy tu sami. Chichoczę pod nosem, niedowierzająco, że ta sytuacja w ogóle ma miejsce.
Chichoczę, chociaż królewska etykieta raczej zabrania takiego okazywania uczuć. Zabrania również spotykania się po kątach z kandydatami na męża swojej rodzonej siostry, ale to też robię. A potem nagle przypominam sobie, o tylnym wyjściu, które padło jako sugestia z ust Nelsona.
 - Mam pomysł! 
Nelson od razu wydaje się zainteresowany, po raz kolejny zmniejszając dystans między nami.
 - Zamieniam się w słuch, księżniczko.
Wyjście na zewnątrz pałacu jest dla mnie ogromnym przeżyciem. A wyjechanie do miasta w środku nocy, jeszcze większym. 
 - Jakim cudem udało Ci się załatwić samochód? - dopytuję, jakby Nelson co najmniej odkrył nieodkryte.
 - Takim samym cudem, jakim było wydostanie się z pałacu. Może Ty odpowiesz jakim cudem Ci się to udało? 
Unoszę dumnie głowę, nie odpowiadając.
 - To Max - przerywa naszą wymianę zdań, wskazując na zbliżającego się do samochodu mężczyznę. Ma na oko jakieś trzydzieści pięć lat i wygląda jak zapracowany, zmęczony życiem informatyk nie jak detektyw.
Wskakuje do naszego auta. 
 - Nelson - mówi. Wyłaniam się z siedzenia pasażera, spoglądając na mężczyznę - Kogo moje oczy widzą... Księżniczka Matilda. 
 - We własnej osobie - Nelson spogląda na mnie, a potem na swojego przyjaciela - To córka króla, a Ty jesteś jej poddanym. Myślę, że powinieneś zachowywać się odrobinkę grzeczniej.
 - Księżniczka wybaczy - Max pochyla głowę, oddając mi hołd. Jego gest jest wymuszony i nie do końca szczery. Ale nie myślę teraz o tym. Podaję mu teczkę w której przez większą część wieczoru zgromadzałam materiały o Julianie. Nelson Gladstone przygląda się nam, ciągle nie wiedząc co znajduje się w środku i czego dotyczy ta sprawa. 
 - Proszę przejrzeć. Muszę wiedzieć czy to wystarczy. I prosiłabym... prosiłabym o dyskrecję. To bardzo delikatna sprawa.
Max przegląda teczkę, kiwając co jakiś czas głową.
 - Tak, wystarczy. Odezwę się jak będę coś miał - otwiera drzwi, by wyjść, jednak cofa się z powrotem na siedzenie - Miałem dług wdzięczności u Nelsona. Wasza królewska mość może mi zaufać.
Po czym znika, znów zostawiając nas z Nelsonem samych. Kiedy spozieram wzrokiem na mężczyznę uświadamiam sobie, co właśnie uczyniliśmy. Nie dowierzam, że ja coś takiego zrobiłam. Że wydostałam się z pałacu i przyjechałam do miasta nikogo o tym nie informując. Przerażenie i strach ściska mi gardło. Wyobraźnia podsuwa mi wizje tego, co by się stało gdyby ktoś nas teraz zobaczył... albo gdyby coś się wydarzyło... Ojciec nigdy by mi tego nie wybaczył. Splamiłabym honor rodziny. 
 - Chcę wracać do pałacu. Teraz. Zaraz.
Piszczę doniośle, topiąc się we własnej panice.
To nigdy nie może się powtórzyć. NIGDY.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz