niedziela, 8 grudnia 2019

2. Don't look back to the wreck stay with me, turn your head this is it, all that's left, just some times that we had.

MATILDA

         Jeśli ktoś kiedykolwiek pomyślał, że bycie księżniczką to tylko bale, wybór sukni i picie herbaty, to był w ogromnym błędzie.
         Nasze życie to wieczny plan. Na sobotę, wtorek, piątek. Spotkania, wywiady. Nasz los nie jest przypadkowy - został zaplanowany już od pierwszej minuty naszych narodzin.
         Śmieję się, że to również było zaplanowane.
         Mimo całego tego szaleństwa i skrupulatności kocham być tu, kocham być tym kim jestem. Po prostu, jestem wdzięczna.
         Każdy z nas jest inny. Aurora najchętniej uciekłaby na drugi koniec świata, Niko jako młody chłopak nie odczuwa tego wszystkiego w jakiś szczególny, osobisty sposób.
         I mimo całej wdzięczności jest jedna rzecz, której nie potrafię, a może nie chcę zrozumieć.
         Ta osoba siedzi właśnie tuż obok mnie, na skórzanych siedzeniach królewskiej limuzyny. Jesteśmy w drodze do domu dziecka, które wspieramy finansowo i cyklicznie odwiedzamy. Jest to nie tyle nasz obowiązek, ale ja osoba która uwielbia kontakt z drugim człowiekiem, czerpię z tego nieziemską przyjemność.
         Odwracam wzrok w stronę Juliana i przez chwilę przyglądam się jego profilowi. Mój narzeczony jest przystojnym, elokwentnym i wykształconym człowiekiem. Oprócz tego jest ciepły i pogodny. Znam go od zawsze. Chodziliśmy do tych samych szkół, do tej samej szkółki jeździeckiej, mieliśmy wspólne lekcje francuskiego i brylowaliśmy po tych samych imprezach.
         Ale jest między nami coś czego nie potrafimy pokonać - wysoki mur braku wspólnego porozumienia.
 - Coś się stało, że tak na mnie spoglądasz? - Julian zauważa, że patrzę w jego stronę. Na jego twarz wpływa miły uśmiech, a ja odpowiadam tym samym.
 - Nic - odpowiadam. Kontakt wzrokowy trwa chwilę, by w następstwie nasze oczy spoglądały w innym kierunku.
         Cisza. To słowo wręcz idealnie opisuje to co dzieje się między nami.
 - Jak Aurora? Jak znosi eliminacje? - pytanie pada z ust mojego narzeczonego. Wzdycham, bo wiem, że strasznie jej z tym wszystkim trudno.
 - Nienajlepiej. Ostatnio zastanawiała się ile prześcieradeł będzie potrzebować by uciec z pałacu.
         Julian śmieje się z moich słów, po czym znów milkniemy.
         Nigdy nie doszło między nami do żadnego kontaktu fizycznego. Jedynymi pocałunkami jakie od niego otrzymuję to te we wierzch dłoni.
         Znów spoglądam na niego. Pomysł jaki zrodził się w mojej głowie powinien zadziałać. Ale jaki ma procent powodzenia? Nie mam zielonego pojęcia.
 - Masz coś w planach na wieczór? - przełykam głośno ślinę. Zazwyczaj bywamy bardzo sztywni i nie pytamy o swoje plany na wolne chwile.
 - Nie - Julian jest zdziwiony. Nie potrafi tego ukryć. Ja za to nie potrafię ukryć zdenerwowania.
         Dociera do mnie jedna myśl. Kiedyś, kiedy mój ojciec uzna, że czas by połączyć nasze rody świętym węzłem małżeńskim przyjdzie również czas na przypieczętowanie naszego związku. Czy tego chcę czy nie, będę musiała urodzić nowego członka rodziny królewskiej.
         Nie chcę uprawiać seksu z Julianem. Chcę chociaż położyć się koło niego na łóżku i sprawdzić, czy leżenie koło niego jest chociaż trochę znośnym uczuciem.
         W końcu przy jego boku będę leżeć do śmierci.
 - Może zechciałbyś odwiedzić dziś mój pokój? Dwudziesta trzecia. Pasuje Ci?
 ✽
         Po wykonaniu swoich królewskich obowiązków wracam do pałacu i od razu przebieram się w wygodniejsze ciuchy. Dziś mam trochę luźniejszy dzień, więc mogę poświęcić trochę czasu sobie, ale najpierw postanawiam udać się do Aurory.
         Od moich służących dowiedziałam się, że moja siostra aktualnie również ma przerwę, więc jest duża szansa na to, że spotkam ją w jej własnym pokoju.
         Pukam do drzwi i kiedy słyszę jej głos, uchylam je. Aurora znów wisi głową w dół. Trochę martwi mnie ta pozycja. Nie wydaje się najbezpieczniejsza dla zdrowia.
 - Czy Twoja pozycja nadal poprawia procesy myślowe w Twojej głowie?
 - W tej chwili ta pozycja sprawia, że myśli z mojej głowy uciekają w siną dal. Po wczorajszym wieczorze mam wrażenie, że głowa zaraz mi od nich pęknie.
         Wczoraj po raz pierwszy poznaliśmy kandydatów eliminacji. Wszyscy wydają się idealni na to miejsce, ale czy któryś z nich zaskarbi sobie aż tyle uwagi Aurory żeby zostać jej mężem?
         Zajmuję miejsce na jej łóżku. Postanawiam potowarzyszyć jej przez chwilę w tej samej pozycji.
 - Czy chociaż jeden wpadł Ci w oko?
 - Trudno powiedzieć - spoglądamy na sufit. Aurora wzdycha głęboko - Sama nie wiem. Czuję się z tym okropnie… ze względu na Luciana.
 - Domyślam się.
 - Ciągle powtarzam w głowie Twoje słowa. Próbuję przekonać samą siebie, że te eliminacje to najlepsze co mogło mnie spotkać w życiu. By znów zacząć myśleć, że najlepszym co mnie w życiu spotkało jest miłość do Luciana.
         Ciche westchnienie opuszcza moje płuca. Kochać kogoś to wielkie szczęście, ale dopiero móc z nim być okazuje się celem.    
         Sytuacja Aurory jest cały czas sprawą otwartą. I właśnie tego jej najbardziej zazdroszczę.
         Że może stanąć przed wyborem.
         Bo ja nigdy nie będę miała takiej szansy.
 ✽
         Jazda konna to moje największe hobby. Zawsze bardziej lubiłam aktywność fizyczną, niżeli naukę śpiewu i gry na fortepianie. Te rzeczy bardziej nakręcały Aurorę. Sprawiały, że oprócz wyglądu różniłyśmy się także zainteresowaniami.
         Galopowanie po polach i lasach królestwa Belavii było dla mnie ukojeniem. Ucieczką od pojawiającego się od czasu do czasu stresu, nacisku ze strony mediów i sztywnej królewskiej etykiety.
         Byłam tu tylko ja, moja ulubiona klacz i wolna przestrzeń. I choć dziś miałam ochotę na samotną wycieczkę, ku mojemu niezadowoleniu dołączył do mnie niespodziewany gość.
         Kiedy zauważyłam Chestera galopującego w moją stronę, poczułam jak serce zaczyna walić mi w piersi. Jego obecność zawsze sprawiała, że moje ciało spinało się od czubka głowy po duży palec u stopy.
 - Księżniczko - na tyle ile możliwe było dygnięcie na grzbiecie konia, na tyle takie dygnięcie wykonał Chester. Z grzeczności kiwnęłam do niego głową, dając znać mojej klaczy, że czas ruszać.
 - Proszę przede mną nie uciekać. Ja nie gryzę. Może trochę.
         Zimny dreszcz przeszedł przez moje plecy. Wspomnienie o gryzieniu spowodowało, że dzisiejszy obiad uniósł się do mojego gardła.
 - Jak atmosfera w pałacu? Czyżby eliminacje zbierały pierwsze plony? Zauroczenia? Ukradkowe rozmowy na korytarzu?
         Nie odpowiadam. Kusem jadę przed siebie, nie zwracając uwagi na komentarze tego daremnego człowieka.
 - Zmowa milczenia? - jadowity głos mężczyzny kąsa moją skórę - Dobrze, to może lepiej jak ja będę mówił. Zdecydowanie wolę słuchać siebie niż innych ludzi. Chociaż nie będę ukrywał, że Twój głos… bardziej westchnienia posłuchałbym z radością.
 - Czego ode mnie chcesz? - zatrzymuję konia, by z uwagą i zwężonymi oczyma spojrzeć na Blackwooda.
 - Chwili rozmowy - chytry uśmieszek czai się w jego kącikach, by po sekundzie zmienić wyraz twarzy na poważny i zimny. Zwłaszcza w momencie kiedy oznajmiam, że nie mam ochoty prowadzić z nim żadnych konwersacji.
 - Rozumiem. Księżniczka chce być teraz sama - wzrok Chestera przeszywa mnie jak lodowaty sztylet - Od czasu do czasu lubię Ci przypomnieć, moja słodka Matildo, czyje imię krzyczałaś pewnego zimowego wieczora, kiedy Twoi rodzice i rodzeństwo udało się do opery.
         Moja klatka piersiowa unosi się i opada. Czuję strach, obrzydzenie i gdybym mogła cofnąć czas zrobiłabym to bez kiwnięcia palcem.
 - Mam nadzieję, że wspomnienie tego momentu sprawiło Ci taką przyjemność jak mi. Cóż. Bardzo miło było pogawędzić. Wasza wysokość.
         Znów dyga, po czym odjeżdża.
         Chester ma mnie w garści. Brudną jego słowami i wystraszoną jego groźbami.
         Czy ten koszmar kiedyś się skończy?

 ✽



         Wybija godzina dwudziesta druga pięćdziesiąt trzy. Od jakichś piętnastu minut siedzę na skraju łóżka odziana jedynie w czarną satynową piżamkę oraz szlafrok w tym samym kolorze.
         Mój pomysł kilka godzin temu wydawał się naprawdę dobry, a teraz kiedy ma on wejść w życie okazuje się totalną klapą.
         Po co ja to wszystko robię? Jaki cel ma to spotkanie?
 - Panienko - słyszę pukanie oraz głos któregoś gwardzisty. Przyszedł. Przed czasem.
 - Pozwól mu wejść.
         Drzwi otwierają się, a ja jak na zawołanie powstaję z łóżka. Julian wygląda na wyluzowanego, ale kiedy zauważa mnie w samej bieliźnie spina się. Widzę to nawet z tak dalekiej odległości w jakiej od siebie stoimy.
         Zmniejszam ją, robiąc kilka kroków w jego stronę.
 - Nie spodziewałem się zobaczyć Ciebie w… - tu zastanawia się nad doborem odpowiednich słów, przy okazji mierząc moje ciało - Takim ubraniu.
 - Albo jego braku - chcę trochę rozluźnić atmosferę, ale nie do końca mi się to udaje.
 - Dlaczego mnie tu właściwie zaprosiłaś? - Julian marszczy brwi. Na jego czole pojawia się niewielka bruzda. Zawsze ją miał kiedy to robił.
 - Właściwie to chciałam, żebyśmy… razem ze sobą pobyli. W trochę innych okolicznościach.
         Mina Juliana nie zmienia się, nawet w momencie kiedy staję tuż przed nim. Jest ode mnie zdecydowanie wyższy, więc patrzy na mnie z góry, a ja muszę unosić głowę by widzieć jego oczy. A widzę w nich setki emocji.
 - Chcę byś położył się razem ze mną. Tam - wskazuję na moje łożę. Julian bardzo długo się waha, albo mnie się wydaje, że mija tyle czasu. Znów milczymy i kiedy mężczyzna nie podejmuje żadnego ruchu, sama idę w stronę łóżka, zrzucając w międzyczasie szlafrok z moich ramion. Zgrabnie układam się na łóżku.
         Mija kilka dłuższych chwil wyczekiwania, kiedy czuję jak łóżko ugina się pod ciężarem jego ciała.
         Znów milczymy.
 - Po ślubie będziesz musiał leżeć ze mną tak każdej nocy.
         Odpowiedzią jest cisza.
 - I będziemy musieli spłodzić potomka.
         Cisza.
 - Bardzo prawdopodobne, że kilku potomków.
         Kiedy kończę zdanie, obracam głowę, by spojrzeć na Juliana. Jest wpatrzony we mnie, delikatne światło lamp rzuca cień na jego twarz.
 - Chcesz bym Cię pocałował?
         Jego pytanie mnie zaskakuje, chociaż dążyłam właśnie do takiego finału. Albo chociaż do czegoś co taki finał będzie przypomniało.
 - Pocałuj mnie jeśli Ty również tego chcesz.
         Nie wykonuje żadnego ruchu. Znów leżymy bezczynnie, milcząc.
         W końcu szelest pościeli wybudza mnie z otępienia. Ciało mojego narzeczonego zbliża się do mojego, tak, że stykamy się ze sobą. I choćbym chciała poczuć odrobinę podniecenia, to czuję jedynie rozczarowanie.
 - Matildo… Jesteś cennym skarbem. Pamiętaj o tym.
         To są ostatnie słowa jakie padają między nami.
         Reszta wieczoru to cisza i ciepło jego ciała.
         I choćbym się starała, nie dostanę nic więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz