Jeśli ktoś
kiedykolwiek pomyślał, że bycie księżniczką to tylko bale, wybór sukni i picie
herbaty, to był w ogromnym błędzie.
Nasze życie to
wieczny plan. Na sobotę, wtorek, piątek. Spotkania, wywiady. Nasz los nie jest
przypadkowy - został zaplanowany już od pierwszej minuty naszych narodzin.
Śmieję się, że to
również było zaplanowane.
Mimo całego tego
szaleństwa i skrupulatności kocham być tu, kocham być tym kim jestem. Po
prostu, jestem wdzięczna.
Każdy z nas jest
inny. Aurora najchętniej uciekłaby na drugi koniec świata, Niko jako młody
chłopak nie odczuwa tego wszystkiego w jakiś szczególny, osobisty sposób.
I mimo całej
wdzięczności jest jedna rzecz, której nie potrafię, a może nie chcę zrozumieć.
Ta osoba siedzi
właśnie tuż obok mnie, na skórzanych siedzeniach królewskiej limuzyny. Jesteśmy
w drodze do domu dziecka, które wspieramy finansowo i cyklicznie odwiedzamy.
Jest to nie tyle nasz obowiązek, ale ja osoba która uwielbia kontakt z drugim
człowiekiem, czerpię z tego nieziemską przyjemność.
Odwracam wzrok w
stronę Juliana i przez chwilę przyglądam się jego profilowi. Mój narzeczony
jest przystojnym, elokwentnym i wykształconym człowiekiem. Oprócz tego jest
ciepły i pogodny. Znam go od zawsze. Chodziliśmy do tych samych szkół, do tej
samej szkółki jeździeckiej, mieliśmy wspólne lekcje francuskiego i brylowaliśmy
po tych samych imprezach.
Ale jest między
nami coś czego nie potrafimy pokonać - wysoki mur braku wspólnego porozumienia.
- Coś się stało, że tak
na mnie spoglądasz? - Julian zauważa, że patrzę w jego stronę. Na jego twarz
wpływa miły uśmiech, a ja odpowiadam tym samym.
- Nic - odpowiadam. Kontakt
wzrokowy trwa chwilę, by w następstwie nasze oczy spoglądały w innym kierunku.
Cisza. To słowo
wręcz idealnie opisuje to co dzieje się między nami.
- Jak Aurora? Jak znosi
eliminacje? - pytanie pada z ust mojego narzeczonego. Wzdycham, bo wiem, że
strasznie jej z tym wszystkim trudno.
- Nienajlepiej. Ostatnio zastanawiała
się ile prześcieradeł będzie potrzebować by uciec z pałacu.
Julian śmieje się
z moich słów, po czym znów milkniemy.
Nigdy nie doszło
między nami do żadnego kontaktu fizycznego. Jedynymi pocałunkami jakie od niego
otrzymuję to te we wierzch dłoni.
Znów spoglądam na
niego. Pomysł jaki zrodził się w mojej głowie powinien zadziałać. Ale jaki ma
procent powodzenia? Nie mam zielonego pojęcia.
- Masz coś w planach na
wieczór? - przełykam głośno ślinę. Zazwyczaj bywamy bardzo sztywni i nie pytamy
o swoje plany na wolne chwile.
- Nie - Julian jest
zdziwiony. Nie potrafi tego ukryć. Ja za to nie potrafię ukryć zdenerwowania.
Dociera do mnie
jedna myśl. Kiedyś, kiedy mój ojciec uzna, że czas by połączyć nasze rody
świętym węzłem małżeńskim przyjdzie również czas na przypieczętowanie naszego
związku. Czy tego chcę czy nie, będę musiała urodzić nowego członka rodziny
królewskiej.
Nie chcę uprawiać
seksu z Julianem. Chcę chociaż położyć się koło niego na łóżku i sprawdzić, czy
leżenie koło niego jest chociaż trochę znośnym uczuciem.
W końcu przy jego
boku będę leżeć do śmierci.
- Może zechciałbyś
odwiedzić dziś mój pokój? Dwudziesta trzecia. Pasuje Ci?
Po wykonaniu
swoich królewskich obowiązków wracam do pałacu i od razu przebieram się w
wygodniejsze ciuchy. Dziś mam trochę luźniejszy dzień, więc mogę poświęcić
trochę czasu sobie, ale najpierw postanawiam udać się do Aurory.
Od moich służących
dowiedziałam się, że moja siostra aktualnie również ma przerwę, więc jest duża
szansa na to, że spotkam ją w jej własnym pokoju.
Pukam do drzwi i
kiedy słyszę jej głos, uchylam je. Aurora znów wisi głową w dół. Trochę martwi
mnie ta pozycja. Nie wydaje się najbezpieczniejsza dla zdrowia.
- Czy Twoja pozycja nadal
poprawia procesy myślowe w Twojej głowie?
- W tej chwili ta pozycja
sprawia, że myśli z mojej głowy uciekają w siną dal. Po wczorajszym wieczorze
mam wrażenie, że głowa zaraz mi od nich pęknie.
Wczoraj po raz
pierwszy poznaliśmy kandydatów eliminacji. Wszyscy wydają się idealni na to
miejsce, ale czy któryś z nich zaskarbi sobie aż tyle uwagi Aurory żeby zostać
jej mężem?
Zajmuję miejsce na
jej łóżku. Postanawiam potowarzyszyć jej przez chwilę w tej samej pozycji.
- Czy chociaż jeden wpadł
Ci w oko?
- Trudno powiedzieć -
spoglądamy na sufit. Aurora wzdycha głęboko - Sama nie wiem. Czuję się z tym
okropnie… ze względu na Luciana.
- Domyślam się.
- Ciągle powtarzam w
głowie Twoje słowa. Próbuję przekonać samą siebie, że te eliminacje to
najlepsze co mogło mnie spotkać w życiu. By znów zacząć myśleć, że najlepszym co
mnie w życiu spotkało jest miłość do Luciana.
Ciche westchnienie
opuszcza moje płuca. Kochać kogoś to wielkie szczęście, ale dopiero móc z nim
być okazuje się celem.
Sytuacja Aurory
jest cały czas sprawą otwartą. I właśnie tego jej najbardziej zazdroszczę.
Że może stanąć
przed wyborem.
Bo ja nigdy nie będę
miała takiej szansy.
Jazda konna to
moje największe hobby. Zawsze bardziej lubiłam aktywność fizyczną, niżeli naukę
śpiewu i gry na fortepianie. Te rzeczy bardziej nakręcały Aurorę. Sprawiały, że
oprócz wyglądu różniłyśmy się także zainteresowaniami.
Galopowanie po polach
i lasach królestwa Belavii było dla mnie ukojeniem. Ucieczką od pojawiającego
się od czasu do czasu stresu, nacisku ze strony mediów i sztywnej królewskiej
etykiety.
Byłam tu tylko ja,
moja ulubiona klacz i wolna przestrzeń. I choć dziś miałam ochotę na samotną
wycieczkę, ku mojemu niezadowoleniu dołączył do mnie niespodziewany gość.
Kiedy zauważyłam
Chestera galopującego w moją stronę, poczułam jak serce zaczyna walić mi w
piersi. Jego obecność zawsze sprawiała, że moje ciało spinało się od czubka
głowy po duży palec u stopy.
- Księżniczko - na tyle
ile możliwe było dygnięcie na grzbiecie konia, na tyle takie dygnięcie wykonał
Chester. Z grzeczności kiwnęłam do niego głową, dając znać mojej klaczy, że
czas ruszać.
- Proszę przede mną nie
uciekać. Ja nie gryzę. Może trochę.
Zimny dreszcz
przeszedł przez moje plecy. Wspomnienie o gryzieniu spowodowało, że dzisiejszy obiad
uniósł się do mojego gardła.
- Jak atmosfera w pałacu?
Czyżby eliminacje zbierały pierwsze plony? Zauroczenia? Ukradkowe rozmowy na
korytarzu?
Nie odpowiadam. Kusem
jadę przed siebie, nie zwracając uwagi na komentarze tego daremnego człowieka.
- Zmowa milczenia? -
jadowity głos mężczyzny kąsa moją skórę - Dobrze, to może lepiej jak ja będę
mówił. Zdecydowanie wolę słuchać siebie niż innych ludzi. Chociaż nie będę
ukrywał, że Twój głos… bardziej westchnienia posłuchałbym z radością.
- Czego ode mnie chcesz?
- zatrzymuję konia, by z uwagą i zwężonymi oczyma spojrzeć na Blackwooda.
- Chwili rozmowy - chytry
uśmieszek czai się w jego kącikach, by po sekundzie zmienić wyraz twarzy na
poważny i zimny. Zwłaszcza w momencie kiedy oznajmiam, że nie mam ochoty
prowadzić z nim żadnych konwersacji.
- Rozumiem. Księżniczka chce
być teraz sama - wzrok Chestera przeszywa mnie jak lodowaty sztylet - Od czasu
do czasu lubię Ci przypomnieć, moja słodka Matildo, czyje imię krzyczałaś
pewnego zimowego wieczora, kiedy Twoi rodzice i rodzeństwo udało się do opery.
Moja klatka piersiowa
unosi się i opada. Czuję strach, obrzydzenie i gdybym mogła cofnąć czas
zrobiłabym to bez kiwnięcia palcem.
- Mam nadzieję, że wspomnienie
tego momentu sprawiło Ci taką przyjemność jak mi. Cóż. Bardzo miło było
pogawędzić. Wasza wysokość.
Znów dyga, po czym
odjeżdża.
Chester ma mnie w
garści. Brudną jego słowami i wystraszoną jego groźbami.
Czy ten koszmar
kiedyś się skończy?
Wybija godzina
dwudziesta druga pięćdziesiąt trzy. Od jakichś piętnastu minut siedzę na skraju
łóżka odziana jedynie w czarną satynową piżamkę oraz szlafrok w tym samym
kolorze.
Mój pomysł kilka
godzin temu wydawał się naprawdę dobry, a teraz kiedy ma on wejść w życie
okazuje się totalną klapą.
Po co ja to
wszystko robię? Jaki cel ma to spotkanie?
- Panienko - słyszę pukanie
oraz głos któregoś gwardzisty. Przyszedł. Przed czasem.
- Pozwól mu wejść.
Drzwi otwierają
się, a ja jak na zawołanie powstaję z łóżka. Julian wygląda na wyluzowanego,
ale kiedy zauważa mnie w samej bieliźnie spina się. Widzę to nawet z tak
dalekiej odległości w jakiej od siebie stoimy.
Zmniejszam ją,
robiąc kilka kroków w jego stronę.
- Nie spodziewałem się
zobaczyć Ciebie w… - tu zastanawia się nad doborem odpowiednich słów, przy
okazji mierząc moje ciało - Takim ubraniu.
- Albo jego braku - chcę
trochę rozluźnić atmosferę, ale nie do końca mi się to udaje.
- Dlaczego mnie tu
właściwie zaprosiłaś? - Julian marszczy brwi. Na jego czole pojawia się
niewielka bruzda. Zawsze ją miał kiedy to robił.
- Właściwie to chciałam,
żebyśmy… razem ze sobą pobyli. W trochę innych okolicznościach.
Mina Juliana nie
zmienia się, nawet w momencie kiedy staję tuż przed nim. Jest ode mnie
zdecydowanie wyższy, więc patrzy na mnie z góry, a ja muszę unosić głowę by widzieć
jego oczy. A widzę w nich setki emocji.
- Chcę byś położył się
razem ze mną. Tam - wskazuję na moje łożę. Julian bardzo długo się waha, albo
mnie się wydaje, że mija tyle czasu. Znów milczymy i kiedy mężczyzna nie
podejmuje żadnego ruchu, sama idę w stronę łóżka, zrzucając w międzyczasie
szlafrok z moich ramion. Zgrabnie układam się na łóżku.
Mija kilka
dłuższych chwil wyczekiwania, kiedy czuję jak łóżko ugina się pod ciężarem jego
ciała.
Znów milczymy.
- Po ślubie będziesz
musiał leżeć ze mną tak każdej nocy.
Odpowiedzią jest
cisza.
- I będziemy musieli
spłodzić potomka.
Cisza.
- Bardzo prawdopodobne,
że kilku potomków.
Kiedy kończę
zdanie, obracam głowę, by spojrzeć na Juliana. Jest wpatrzony we mnie,
delikatne światło lamp rzuca cień na jego twarz.
- Chcesz bym Cię pocałował?
Jego pytanie mnie
zaskakuje, chociaż dążyłam właśnie do takiego finału. Albo chociaż do czegoś co
taki finał będzie przypomniało.
- Pocałuj mnie jeśli Ty
również tego chcesz.
Nie wykonuje
żadnego ruchu. Znów leżymy bezczynnie, milcząc.
W końcu szelest
pościeli wybudza mnie z otępienia. Ciało mojego narzeczonego zbliża się do
mojego, tak, że stykamy się ze sobą. I choćbym chciała poczuć odrobinę podniecenia,
to czuję jedynie rozczarowanie.
- Matildo… Jesteś cennym
skarbem. Pamiętaj o tym.
To są ostatnie
słowa jakie padają między nami.
Reszta wieczoru to
cisza i ciepło jego ciała.
I choćbym się starała, nie dostanę nic więcej.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz