niedziela, 22 grudnia 2019

4. I found a dream, that I could speak to... a dream that I can call my own.


MATILDA
         Poranki w stajni są jednymi z nielicznych momentów kiedy mogę być sama ze sobą. Zazwyczaj w ciągu dnia towarzyszą mi służki, poza pałacem światła fleszy, a wieczorami Rain albo Julian.
         Spędzam też dużo czasu z rodzeństwem, ale jesteśmy ze sobą tak mocno zżyci, że gdy przyjdzie moment w którym będę musiała opuścić królestwo wiem, że będę czuła jakby ktoś wyrwał mi serce, rozdzielił na dwie części i jedną z nich zostawił właśnie tutaj.
         Kocham być w miejscu w którym się urodziłam i w jakie posłał mnie los, ale czasami muszę wziąć głęboki oddech i też od tego miejsca odpocząć.
         Tak więc przychodzę tutaj - do królewskiej stajni, o świcie, gdzie jeszcze nikt się nie kręci i nie zajmuje końmi. Właśnie w tym miejscu wszystko wydaje mi się proste, problemy łatwiejsze do rozwiązania a umysł otwiera mi się na zupełnie inne perspektywy.
         Dotykam łba klaczy usytuowanej w pierwszym boxie.
 - Hej Sparkle - koń odpowiada mi taką samą czułością jaką ją obdarzam, mocniej wciskając łeb w moją dłoń. Uśmiecham się szeroko zadowolona z jej reakcji - Też czujesz, że dziś będzie piękny dzień?
         Klacz parska, a ja chichoczę razem z nią. Ze Sparkle zawsze się świetnie dogadywałyśmy.
 - Co u Ciebie Ghost?
         Ghost to ogier rasy pełnej krwi arabskiej i jest najdroższym koniem w całej stajni. Dostałam go rok temu na urodziny od rodziców. Razem z Ghost'em często wybieraliśmy się na dalekie wycieczki, ale ostatnio odrobinę go zaniedbałam. Przez całe zamieszanie wokół eliminacji i spraw stricte królewskich nie mam tyle czasu dla moich koni jak wcześniej.
 - Widzę, że masz się świetnie - w obu dłoniach trzymam jego pysk i głaszczę go pod brodą, spoglądając mu głęboko w oczy. Mam wrażenie, że rozumie wszystko co do niego mówię. Czasami mam wrażenie, że konie rozumieją mnie lepiej niż ludzie - Obiecuję, że w przyszłym tygodniu Cię dosiądę i wybierzemy się na jakąś przejażdżkę.
 - Gdyby księżniczka rozmawiałaby tak z mężczyznami, nie mogłaby się od nich opędzić.
         Odskakuję od konia jak oparzona. Przez pierwsze nanosekundy jestem w takim szoku, że zaczynam myśleć, iż wariuję i właśnie koń odpowiedział na moje słowa. Ale obracam głowę w stronę źródła dźwięku i spostrzegam mężczyznę ubranego w strój sportowy. W dłoni trzyma telefon, w uszach wciśnięte ma słuchawki. Jego klatka piersiowa unosi się i opada, a z czoła spływa strużka potu. Dzieli nas może dziesięć metrów, ale w pierwszej chwili nie rozpoznaję w mężczyźnie jednego z kandydatów na męża mojej siostry.
         Dopiero kiedy wchodzi do oświetlonej stajni, zauważam, że to Nelson Gladstone.
 - Musi mi księżniczka wybaczyć, ale przez chwilę podsłuchiwałem. Ale właśnie kończyłem poranny bieg i usłyszałem rozmowę. Nie mogłem powstrzymać się, żeby nie sprawdzić kto tu jest.
         Nelson uśmiecha się szeroko, wyciąga rękę w stronę Sparkle i tak jak ja chwilę wcześniej gładzi jej pysk.
 - Piękne konie. Wszystkie Twoje?
 - Nie - bardzo szybko przechodzimy z mianowania mnie księżniczką do rozmowy jak dwójka starych znajomych. Jestem zdziwiona, ale w pewnym sensie też usatysfakcjonowana. Bardzo rzadko zdarza mi się po prostu z kimś rozmawiać i nie czuć od drugiej strony chociaż odrobiny respektu związanego z tym z jakiej rodziny pochodzę.
 - Te tutaj - wskazuję na kilka boxów - Oraz tamte - obracam się by wskazać kolejne - Są moje. Cała reszta należy do królestwa.
  - Niezbyt dobrze znam się na koniach, ale wyglądają… wow - Nelson uśmiecha się szeroko. Nie musi za wiele mówić. Widać, że jest pod wrażeniem.
         Stoimy przez chwilę w ciszy, patrząc sobie w oczy. Jest to moment w którym uświadamiam sobie, że ta sytuacja nigdy nie powinna się wydarzyć. Odchrząkuję delikatnie, odsuwając się na krok w tył.
 - Proszę mi wybaczyć, ale powinnam udać się z powrotem do pałacu. Czeka mnie dziś wiele pracy.
         Nelson kiwa tylko głową.
 - Jeśli jest Pan zainteresowany gdzie może spotkać księżniczkę Aurorę to podpowiem, że najszybciej znajdzie ją Pan w sali muzycznej. Często ćwiczy tam grę na fortepianie.  
         Zdecydowanie nie wiem po co to mówię, ale czuję jak zdenerwowanie rozlewa się po całym moim ciele. Zdaję sobie sprawę, że ta sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca. Rozmowy z kandydatami z eliminacji nie są wskazane po za oficjalnymi kolacjami i spotkaniami. Takie rzeczy zarezerwowane są wyłącznie dla Aurory. To ona ma mieć szansę na poznanie swoich kandydatów w różnych momentach dnia, podczas różnych czynności.
         Ja mam posłusznie zajmować się tym czym się wcześniej zajmowałam - czyli odwiedzaniem domów opieki, wręczaniem nagród i rozwijaniem swoich zainteresowań. No i oczywiście przygotowaniami do ślubu z Julianem.
         Nelson dyga przede mną, jednak nie bije od niego już spontaniczna chęć rozmowy i sympatyczna aura. Znów zamienia się w dostojnego mężczyznę.
 - Księżniczko.
         Pochylam lekko głowę, a kiedy znów spoglądam na bruneta, w kąciku jest ust czai się uśmiech którego nie potrafię rozszyfrować.
 - Chociaż jedyne co przychodzi mi do głowy to do zobaczenia.
         I chociaż to ja chciałam pierwsza opuścić stajnię, Nelson robi to przede mną, mijając mnie z niesłabnącym uśmiechem, który jedyne co może wróżyć to kłopoty.




         Po dwugodzinnych międzyszkolnych rozgrywkach polo na które zostaliśmy zaproszeni z Julianem wracamy do pałacu. Nie mogłam doczekać się kiedy to wydarzenie dobiegnie końca. Czułam narastające zmęczenie i irytację.
         Zmęczenie z powodu wczesnego zerwania się z łóżka i irytację z powodu Juliana. Od czasu kiedy pojawił się w moim pokoju stał się jeszcze bardziej oschły niż wcześniej. Szczerze powiedziawszy zastanawiam się jakim cudem można być jeszcze bardziej oschłym niż się było, ale voila! Jednak można!
 - Strasznie mnie irytujesz - obracam się w jego stronę. Jak zwykle siedzi bez słowa i gapi się w przestrzeń. Chociaż jeszcze pół godziny temu obejmował mnie, komentował mecz i uśmiechał szeroko - Czy coś jest ze mną nie tak, Julian? Czy ja Ci się nie podobam?
 - Matildo, to nie czas na takie rozmowy - karci mnie wzrokiem. Świetnie.
 - Dla Ciebie nigdy nie jest odpowiedni czas.
         Oczywiście moją odpowiedź pozostawia bez komentarza. Postanawiam coś z tym zrobić, przypominając sobie jedną z rozmów z Rain. "Uwiedź go, rozpal", powiedziała, a ja mam zamiar to właśnie zrobić.
         Przysuwam się do niego. Oprócz dźwięku silnika, słychać jak skóra na siedzeniu pod moim naciskiem odzywa się nieproszona. Jestem tak blisko Juliana, że gdybym porządnie się wsłuchała usłyszałabym bicie jego serca.
 - Czy to Ci się podoba? - sunę dłonią po jego klatce piersiowej, by dotrzeć do jego szyi i przyciągnąć ją jak najbliżej moich warg. Delikatnie muskam jego skórę. Czuję jak cały spina się pod moim dotykiem.
 - Musisz coś powiedzieć - nalegam, pocałunkami wyznaczając ścieżkę do jego żuchwy, potem policzka, aż kończę na kąciku ust. Zmuszam go by odwrócił głowę w moją stronę. Jestem tak blisko niego, jak nigdy chyba nie byłam. Z dokładnością widzę jakie kolory przeplatają się w jego tęczówkach. Moja klatka piersiowa unosi się i opada w zdecydowanie szybszym tempie niż zazwyczaj.
         Julian lekko mnie zaskakuje, kiedy dłonią dotyka mojego uda, lekko je ściskając. To jeden z nielicznych takich zachowań z jego strony. I kiedy czuję, że zaraz moglibyśmy się pocałować, czujemy jak samochód szarpie lekko, a nasz kierowca oznajmia, że jesteśmy na miejscu.
 - Przyjedziesz dziś do mnie? - szepczę.
 - Dziś nie mogę - dłonią znajdującą się na moim udzie, klepie mnie delikatnie. Uświadamiam sobie, że to nie był moment namiętności tylko gest mówiący "stop Matilda". 
         Pada odpowiedź, a przy okazji z impetem pada również moja nadzieja.
         Że może uda nam się nie być tylko dwojgiem obcych ludzi składających sobie przysięgę przed ołtarzem.

         Moje życie to czasami ociekająca ironią komedia. Ku złośliwości losu - wraz z Rain kończymy dzień na przymierzaniu sukni ślubnych, które zostały dziś dostarczone do pałacu.
         Wiele projektantów - znanych i tych mniej, przesyła projekty swoich sukni. Dziś mam przed sobą prace Stelli McCartney i jestem zachwycona ich prostą i eleganckim designem.
         Wszyscy oczekują ode mnie iście królewskiej kreacji, jednak w mojej głowie wygląda to zupełnie inaczej. Krótko mówiąc, mam zamiar wszystkich zaskoczyć swoim wyborem.
 - Te projekty są przepiękne! - Rain dotyka materiału, przeglądając suknie - Czyż nie o czymś takim właśnie marzyłaś?
         Dołączam do przyjaciółki.
 - Oczywiście.
 - Coś się wydarzyło? - Rain marszczy czoło, spoglądając na mnie badawczo. Wiem, że się o mnie martwi. Zawsze się o mnie martwiła, bo wie, ile czasami kosztuje mnie bycie księżniczką. A raczej zostanie żoną kogoś, kto nie potrafi spojrzeć na mnie jak na prawdziwą kobietę.
         Wyjście za mąż za słup lodu, zaczyna stawać się dla mnie koszmarnym obowiązkiem.
 - Powoli tracę pomysły jak mogę się do niego zbliżyć. Twoje rady są naprawdę dobre i pewnie na każdego mężczyznę by podziałały… ale Julian…
 - Czyli akcja w samochodzie się nie powiodła?
         Wzdycham rozczarowana.
 - Niestety.
         Rain przytula mnie mocno.  
 - A może tak po prostu przestań się starać. Jesteście narzeczeństwem od roku i na dobrą sprawę to tylko Ty robiłaś pierwsze kroki.
 - Mam być zimna i oschła jak on? - pytam.
 - Cóż… Warto próbować.
         Przyjaciółka wzrusza ramionami, jakby to miało być jedyne wyjście jakie nam pozostaje.
         Chyba czas na środki ostateczne - jego własną broń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz