MATILDA
♛
Poranki w stajni są jednymi z
nielicznych momentów kiedy mogę być sama ze sobą. Zazwyczaj w ciągu dnia
towarzyszą mi służki, poza pałacem światła fleszy, a wieczorami Rain albo
Julian.
Spędzam też dużo czasu z rodzeństwem,
ale jesteśmy ze sobą tak mocno zżyci, że gdy przyjdzie moment w którym będę
musiała opuścić królestwo wiem, że będę czuła jakby ktoś wyrwał mi serce,
rozdzielił na dwie części i jedną z nich zostawił właśnie tutaj.
Kocham być w miejscu w którym się urodziłam
i w jakie posłał mnie los, ale czasami muszę wziąć głęboki oddech i też od tego
miejsca odpocząć.
Tak więc przychodzę tutaj - do
królewskiej stajni, o świcie, gdzie jeszcze nikt się nie kręci i nie zajmuje
końmi. Właśnie w tym miejscu wszystko wydaje mi się proste, problemy łatwiejsze
do rozwiązania a umysł otwiera mi się na zupełnie inne perspektywy.
Dotykam łba klaczy usytuowanej w
pierwszym boxie.
- Hej Sparkle - koń odpowiada mi taką samą
czułością jaką ją obdarzam, mocniej wciskając łeb w moją dłoń. Uśmiecham się
szeroko zadowolona z jej reakcji - Też czujesz, że dziś będzie piękny dzień?
Klacz parska, a ja chichoczę razem z
nią. Ze Sparkle zawsze się świetnie dogadywałyśmy.
- Co u Ciebie Ghost?
Ghost to ogier rasy pełnej krwi
arabskiej i jest najdroższym koniem w całej stajni. Dostałam go rok temu na
urodziny od rodziców. Razem z Ghost'em często wybieraliśmy się na dalekie
wycieczki, ale ostatnio odrobinę go zaniedbałam. Przez całe zamieszanie wokół
eliminacji i spraw stricte królewskich nie mam tyle czasu dla moich koni jak
wcześniej.
- Widzę, że masz się świetnie - w obu dłoniach
trzymam jego pysk i głaszczę go pod brodą, spoglądając mu głęboko w oczy. Mam wrażenie,
że rozumie wszystko co do niego mówię. Czasami mam wrażenie, że konie rozumieją
mnie lepiej niż ludzie - Obiecuję, że w przyszłym tygodniu Cię dosiądę i
wybierzemy się na jakąś przejażdżkę.
- Gdyby księżniczka rozmawiałaby tak z
mężczyznami, nie mogłaby się od nich opędzić.
Odskakuję od konia jak oparzona. Przez pierwsze
nanosekundy jestem w takim szoku, że zaczynam myśleć, iż wariuję i właśnie koń
odpowiedział na moje słowa. Ale obracam głowę w stronę źródła dźwięku i
spostrzegam mężczyznę ubranego w strój sportowy. W dłoni trzyma telefon, w
uszach wciśnięte ma słuchawki. Jego klatka piersiowa unosi się i opada, a z
czoła spływa strużka potu. Dzieli nas może dziesięć metrów, ale w pierwszej
chwili nie rozpoznaję w mężczyźnie jednego z kandydatów na męża mojej siostry.
Dopiero kiedy wchodzi do oświetlonej
stajni, zauważam, że to Nelson Gladstone.
- Musi mi księżniczka wybaczyć, ale przez
chwilę podsłuchiwałem. Ale właśnie kończyłem poranny bieg i usłyszałem rozmowę.
Nie mogłem powstrzymać się, żeby nie sprawdzić kto tu jest.
Nelson uśmiecha się szeroko, wyciąga
rękę w stronę Sparkle i tak jak ja chwilę wcześniej gładzi jej pysk.
- Piękne konie. Wszystkie Twoje?
- Nie - bardzo szybko przechodzimy z
mianowania mnie księżniczką do rozmowy jak dwójka starych znajomych. Jestem zdziwiona,
ale w pewnym sensie też usatysfakcjonowana. Bardzo rzadko zdarza mi się po
prostu z kimś rozmawiać i nie czuć od drugiej strony chociaż odrobiny respektu
związanego z tym z jakiej rodziny pochodzę.
- Te tutaj - wskazuję na kilka boxów - Oraz
tamte - obracam się by wskazać kolejne - Są moje. Cała reszta należy do
królestwa.
- Niezbyt dobrze znam się na koniach, ale
wyglądają… wow - Nelson uśmiecha się szeroko. Nie musi za wiele mówić. Widać,
że jest pod wrażeniem.
Stoimy przez chwilę w ciszy, patrząc
sobie w oczy. Jest to moment w którym uświadamiam sobie, że ta sytuacja nigdy
nie powinna się wydarzyć. Odchrząkuję delikatnie, odsuwając się na krok w tył.
- Proszę mi wybaczyć, ale powinnam udać się z
powrotem do pałacu. Czeka mnie dziś wiele pracy.
Nelson kiwa tylko głową.
- Jeśli jest Pan zainteresowany gdzie może
spotkać księżniczkę Aurorę to podpowiem, że najszybciej znajdzie ją Pan w sali
muzycznej. Często ćwiczy tam grę na fortepianie.
Zdecydowanie nie wiem po co to mówię,
ale czuję jak zdenerwowanie rozlewa się po całym moim ciele. Zdaję sobie
sprawę, że ta sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca. Rozmowy z kandydatami z
eliminacji nie są wskazane po za oficjalnymi kolacjami i spotkaniami. Takie
rzeczy zarezerwowane są wyłącznie dla Aurory. To ona ma mieć szansę na poznanie
swoich kandydatów w różnych momentach dnia, podczas różnych czynności.
Ja mam posłusznie zajmować się tym czym
się wcześniej zajmowałam - czyli odwiedzaniem domów opieki, wręczaniem nagród i
rozwijaniem swoich zainteresowań. No i oczywiście przygotowaniami do ślubu z
Julianem.
Nelson dyga przede mną, jednak nie bije
od niego już spontaniczna chęć rozmowy i sympatyczna aura. Znów zamienia się w
dostojnego mężczyznę.
- Księżniczko.
Pochylam lekko głowę, a kiedy znów spoglądam
na bruneta, w kąciku jest ust czai się uśmiech którego nie potrafię
rozszyfrować.
- Chociaż jedyne co przychodzi mi do głowy to
do zobaczenia.
I chociaż to ja chciałam pierwsza
opuścić stajnię, Nelson robi to przede mną, mijając mnie z niesłabnącym uśmiechem,
który jedyne co może wróżyć to kłopoty.
Po dwugodzinnych międzyszkolnych
rozgrywkach polo na które zostaliśmy zaproszeni z Julianem wracamy do pałacu.
Nie mogłam doczekać się kiedy to wydarzenie dobiegnie końca. Czułam narastające
zmęczenie i irytację.
Zmęczenie z powodu wczesnego zerwania
się z łóżka i irytację z powodu Juliana. Od czasu kiedy pojawił się w moim
pokoju stał się jeszcze bardziej oschły niż wcześniej. Szczerze powiedziawszy
zastanawiam się jakim cudem można być jeszcze bardziej oschłym niż się było,
ale voila! Jednak można!
- Strasznie mnie irytujesz - obracam się w
jego stronę. Jak zwykle siedzi bez słowa i gapi się w przestrzeń. Chociaż
jeszcze pół godziny temu obejmował mnie, komentował mecz i uśmiechał szeroko -
Czy coś jest ze mną nie tak, Julian? Czy ja Ci się nie podobam?
- Matildo, to nie czas na takie rozmowy -
karci mnie wzrokiem. Świetnie.
- Dla Ciebie nigdy nie jest odpowiedni czas.
Oczywiście moją odpowiedź pozostawia
bez komentarza. Postanawiam coś z tym zrobić, przypominając sobie jedną z rozmów z Rain. "Uwiedź go, rozpal", powiedziała, a ja mam zamiar to właśnie zrobić.
Przysuwam się do niego. Oprócz dźwięku silnika, słychać jak skóra na siedzeniu pod moim naciskiem odzywa się nieproszona. Jestem tak blisko Juliana, że gdybym porządnie się wsłuchała usłyszałabym bicie jego serca.
Przysuwam się do niego. Oprócz dźwięku silnika, słychać jak skóra na siedzeniu pod moim naciskiem odzywa się nieproszona. Jestem tak blisko Juliana, że gdybym porządnie się wsłuchała usłyszałabym bicie jego serca.
- Czy to Ci się podoba? - sunę dłonią po jego
klatce piersiowej, by dotrzeć do jego szyi i przyciągnąć ją jak najbliżej moich
warg. Delikatnie muskam jego skórę. Czuję jak cały spina się pod moim dotykiem.
- Musisz coś powiedzieć - nalegam, pocałunkami
wyznaczając ścieżkę do jego żuchwy, potem policzka, aż kończę na kąciku ust. Zmuszam
go by odwrócił głowę w moją stronę. Jestem tak blisko niego, jak nigdy chyba
nie byłam. Z dokładnością widzę jakie kolory przeplatają się w jego tęczówkach.
Moja klatka piersiowa unosi się i opada w zdecydowanie szybszym tempie niż zazwyczaj.
Julian lekko mnie zaskakuje, kiedy
dłonią dotyka mojego uda, lekko je ściskając. To jeden z nielicznych takich
zachowań z jego strony. I kiedy czuję, że zaraz moglibyśmy się pocałować,
czujemy jak samochód szarpie lekko, a nasz kierowca oznajmia, że jesteśmy na
miejscu.
- Przyjedziesz dziś do mnie? - szepczę.
- Dziś nie mogę - dłonią znajdującą się na moim udzie, klepie mnie delikatnie. Uświadamiam sobie, że to nie był moment namiętności tylko gest mówiący "stop Matilda".
Pada odpowiedź, a przy okazji z impetem
pada również moja nadzieja.
Że może uda nam się nie być tylko dwojgiem obcych
ludzi składających sobie przysięgę przed ołtarzem.
Moje życie to czasami ociekająca ironią
komedia. Ku złośliwości losu - wraz z Rain kończymy dzień na przymierzaniu sukni ślubnych, które
zostały dziś dostarczone do pałacu.
Wiele projektantów - znanych i tych
mniej, przesyła projekty swoich sukni. Dziś mam przed sobą prace Stelli
McCartney i jestem zachwycona ich prostą i eleganckim designem.
Wszyscy oczekują ode mnie iście
królewskiej kreacji, jednak w mojej głowie wygląda to zupełnie inaczej. Krótko mówiąc, mam zamiar wszystkich zaskoczyć swoim wyborem.
- Te projekty są przepiękne! - Rain dotyka
materiału, przeglądając suknie - Czyż nie o czymś takim właśnie marzyłaś?
Dołączam
do przyjaciółki.
- Oczywiście.
- Coś się wydarzyło? - Rain marszczy czoło,
spoglądając na mnie badawczo. Wiem, że się o mnie martwi. Zawsze się o mnie
martwiła, bo wie, ile czasami kosztuje mnie bycie księżniczką. A raczej
zostanie żoną kogoś, kto nie potrafi spojrzeć na mnie jak na prawdziwą kobietę.
Wyjście za mąż za słup lodu, zaczyna
stawać się dla mnie koszmarnym obowiązkiem.
- Powoli tracę pomysły jak mogę się do niego
zbliżyć. Twoje rady są naprawdę dobre i pewnie na każdego mężczyznę by
podziałały… ale Julian…
- Czyli akcja w samochodzie się nie powiodła?
Wzdycham rozczarowana.
- Niestety.
Rain przytula mnie mocno.
- A może tak po prostu przestań się starać. Jesteście
narzeczeństwem od roku i na dobrą sprawę to tylko Ty robiłaś pierwsze kroki.
- Mam być zimna i oschła jak on? - pytam.
- Cóż… Warto próbować.
Przyjaciółka wzrusza ramionami, jakby
to miało być jedyne wyjście jakie nam pozostaje.
Chyba czas na środki ostateczne - jego
własną broń.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz