poniedziałek, 30 grudnia 2019

6.All I wanted was for you to see, you can lean on me.

♕♕
Aurora


Środa to dzień specjalnej sesji zdjęciowej, której efekty ukażą się w w drugim oficjalnym Biuletynie Prasowym. Z tego co się dowiedziałam, fotograf zrobi jedno wspólne zdjęcie, na którym będę ja i wszyscy kandydaci, oraz dziesięć dodatkowych zdjęć, na których będę pozować z każdym dżentelmenem osobno.
To będzie pierwszy raz, kiedy będę miała okazję spędzić z nimi czas sam na sam przez conajmniej piętnaście minut. Trochę się stresuję, ponieważ tematem przewodnim sesji jest bliskość. Zważywszy, że lud pragnie dostrzec, który kandydat (przynajmniej wizualnie) pasuje do mnie najbardziej, zapewne będą to pozy w formie przytulenia albo stania obok siebie naprawdę bardzo blisko.
Marie przychodzi z ogromną suknią w kolorze jasnego, pudrowego różu. Zastanawiam się przez chwilę czy moja dzisiejsza stylizacja za bardzo nie przykryje moich partnerów, ale kiedy ją zakładam, uważam, że zdecydowanie zasługuje na ukazanie się w tak ważnej sesji. 
-Śliczna! - zachwyca się Felicity, poprawiając szeroki dół. 
-Jeszcze do tego korona… - Anna zakłada mi na głowę delikatną, diamentową tiarę, którą zdobią jasno różowe kamienie. - I wasza wysokość bije na głowy księżniczki z całego świata. 
-Ojciec będzie zadowolony, widząc mnie w tak jasnej kreacji. - śmieję się, i choć zdecydowanie wolałabym coś ciemniejszego, to przyznaję, że podoba mi się to co widzę w odbiciu lustra. Może nie jestem to w stu procentach ja, ale czasami nie pozostaje mi nic innego jak iść na ugodę.
-Panienka wygląda we wszystkim doskonale. - odzywa się Marie. - Gdybym była na miejscu tych kandydatów to prawdopodobnie bym zasłabła.
-Ja też się trochę denerwuję. - przyznaję, czując, że moje serce zaczyna bić nieco szybciej.
-Wasza wysokość nie ma powodów do stresu. - Anna uśmiecha się do mnie zachęcająco. - Co jak co, ale to oni są na niepewnej pozycji. Może sobie ich księżniczka owinąć wokół palca, a oni jeszcze za to podziękują.
-Ciekawe stwierdzenie Anno. - śmieję się. - Poproszę cię ze mną do Sali Zgromadzeń, jako moją asystentkę. Fakt, że jesteś w pogotowiu napewno podniesie mnie na duchu.
-Jak sobie panienka życzy.



-Wasza wysokość, podróbek odrobinę wyżej. O, tak jest doskonale. - fotograf robi kolejne zdjęcia, wypełniając małą salę blaskiem. Zdążyłam zrobić sesję już z piątką kandydatów. Wszyscy byli bardzo uprzejmi i niebywale sympatyczni. Robili dokładnie to, o co prosił ich fotograf, nie pozwalając sobie na nic więcej, co bardzo było mi na rękę, bo zapewne nie zniosłabym nachalnych zalotów. Zwracając dodatkowo uwagę na to, że w kącie sali stoi Lucian, czułabym się naprawdę niekomfortowo. Spodziewam się także, że jeśli któryś z nich wykonałby jakiś nieodpowiedni dla mnie ruch, jego broń mogłaby wystrzelić. Kiedy zerkam niezauważalnie w jego stronę widzę jak momentami zaciska szczękę i może jestem w tym momencie egoistką, ale cieszy mnie ten widok. W końcu Lucian sam popychał mnie w stronę Eliminacji, jednocześnie broniąc tej chorej tradycji. Teraz przynajmniej wie, że to co się tu dzieję to poważna sprawa, i może w końcu jego serce zmięknie na tyle, żeby finalnie rozważyć mój plan na poważnie.
Aktualnie to Gabriel Durham stoi przy moim boku i muszę przyznać, że ten wysoki brunet o oczach koloru czekolady prezentuje się naprawdę elegancko i dostojnie. Przez materiał marynarki czuję, że pod spodem kryje się godne pozazdroszczenia ciało i nie mogę skłamać, że ta sesja nie przyswaja mi swego rodzaju frajdy.
-Wydajesz się być nieśmiały. - mówię, zerkając na niego przelotnie. Stoję tyłem do jego torsu, więc przyznaję, że ta pozycja nie jest najwygodniejszą na prowadzenie rozmowy.
-Przepraszam, wasza wysokość. Krępuję mnie twoja obecność. Nigdy nie spodziewałbym się, że się tu znajdę.
-Ale jesteś. - przyznaję. - Możesz mnie objąć w talii. - biorę jego dłonie i kładę je sobie na brzuchu. Szczerze, nie spodziewałam się, że nagle ogarnie mnie tak wielka pewność siebie, a kiedy spoglądam w tym momencie na Annę, dostrzegam, że ona także jest ze mnie dumna. Mruga do mnie okiem, pokazując kciuka w górę. 
Chyba doskonale spełniam swoją rolę.
-Następny! 
Nelson Gladstone idzie w moim kierunku z ogromnym uśmiechem na buzi. Jest dużo niższy od Gabriel’a, ale na pewno nie mniej przystojny. Ten czarujący Irlandczyk zdecydowanie ma w sobie iskrę, którą chętnie odkryję przy najbliższej okazji.
-Wasza wysokość. - kiwa głową, i podchodzi do mnie nieco bliżej.
-Nelson. Mam nadzieję, że cieszy cię twoja obecność tutaj.
-Nie chciałbym być teraz w żadnym innym miejscu. - częstuje mnie po raz kolejny uśmiechem, co odwzajemniam. Przez kilka kolejnych minut pozujemy w różnych możliwych konfiguracjach. Muszę przyznać, że pomimo zmęczenia, świetnie się przy tym bawię.
-Emocję moi drodzy! Proszę o emocje.
Odwracam się do Nelson’a przodem, kładąc mu dłoń na piersi. Przechylam głowę w stronę obiektywu i uśmiecham się jak profesjonalistka. Brałam udział w naprawdę wielu sesjach zdjęciowych, więc dobrze wiem jak wykorzystać oświetlenie i dekoracje. Zastanawiam się nad tym jak wielki będzie kontrast pomiędzy poszczególnymi zdjęciami. Pierwsze ujęcia są nieco skromniejsze i jestem na nich o wiele bardziej nieśmiała niż teraz. Wydaję mi się, że z każdym kolejnym kandydatem coraz bardziej przybieram na pewności siebie, więc niewykluczone, że ci późniejsi mają o wiele większe fory niż ci, którzy byli na początku.
Lud może sądzić, że nie czułam się w ich ramionach komfortowo, a zdecydowanie bym tego nie chciała, ponieważ wszyscy byli naprawdę fantastyczni.
-Myślę, że to nam wystarczy.
-Dziękuję za ten przemiły czas, Auroro. - Nelson całuje mnie w dłoń, patrząc na mnie zalotnie.
-Cała przyjemność po mojej stronie sir Gladstone.
-Poprosimy kolejnego kandydata!
Otis Cromwell pojawia się przy moim boku z nerwowym uśmiechem. Widzę, że jest zawstydzony, ale jest to zupełnie inna forma zawstydzenia niż przy Gabrielu. Ten drugi, był jednak pewny w swoich ruchach, natomiast Otis jest na tyle skrępowany, że mam wrażenie, iż sam do końca nie wie jak się odnaleźć w tym zadaniu.
-To nie jest dobre… - słyszę jak fotograf komentuje po cichu swoją pracę więc żądam chwili przerwy.
-Czy coś jest nie tak? Potrzebujesz wody? - pytam mojego teraźniejszego partnera.
-Wybacz księżniczko, nigdy nie brałem udziały w tego typu zajęciach. Jestem o wiele lepszy w produkcji biżuterii.
Uśmiecham się.
-Więc potraktuj mnie jak biżuterię. - odpowiadam.
-Słucham? - pyta zdziwiony.
-Potraktuj mnie jak swoje dzieło. Najpiękniejszy okaz jaki kiedykolwiek udało ci się zrealizować. Musisz go tylko w odpowiedni sposób zareklamować. Pokazać. Myślisz, że dasz radę to zrobić?
-Myślę, że bardzo chcę spróbować.
-Świetnie. - kiwam głową z uznaniem. Kiedy wracamy do pracy, muszę przyznać, że Otis’owi idzie zdecydowanie lepiej. Potrzebował jedynie punktu zaczepienia. Jakiegoś dobrego powodu, żeby móc znaleźć cel wykonywanej pracy. I zdaję się, że mocno mu w tym pomogłam.
-Ostatni kandydat! 
Przystojny szatyn, który zmierza w moim kierunku od samego początku zwrócił na mnie większą uwagę. I choć nie powinnam myśleć w ten sposób, bo kocham Lucian’a, to jednak nie potrafię być obojętna na walory niektórych moich kandydatów.
Harol jest niesamowicie przystojny. Do tego ma niebanalną fryzurę i chyba najpiękniejszy uśmiech jaki widziałam w życiu. Nie mogę nic poradzić, że kiedy podchodzi do mnie bliżej, temperatura mojego ciała mimowolnie wzrasta.
-Wasza wysokość. - całuje mnie w dłoń, intensywnie patrząc na moją twarz swoimi zielonymi oczami. Odchrząkuję.
-Sir Middleton. 
-Pozwolisz księżniczko… - jego wzrok nagle ląduje na moim biuście, więc chwilowo jestem zdziwiona tym obrotem sytuacji i nie czuję tego co robi, ale po chwili wybudzam się z transu, karcąc się za nieodpowiednie myśli.- Szarfa ci się przekrzywiła. - poprawia ją starannie, obdarowując mnie na koniec szerokim uśmiechem.
Widocznie moja szarfa jest ze mną kompatybilna i również nie może się oprzeć urokowi Harold’a. 
-Proszę spojrzeć w obiektyw! - woła fotograf. Podnoszę głowę i widzę nie tylko jego oczy, ale także twarze obserwujących nas pozostałych kandydatów oraz Lucian’a! Znów zaczynam się denerwować dokładnie tak jak za pierwszym razem.
Wycieram nieco wilgotne dłonie o suknie i oddycham głęboko.
-Tylko spokojnie. - szepcze mi do ucha szatyn. Przyznaję, że tylko on z całej dziesiątki jest tak blisko mnie. Wręcz czuję jego oddech na policzku. Jest to nieco krępujące, ale także na swój sposób intrygujące. Z tej odległości dokładnie widzę piegi na jego nosie i sama nie wiem dlaczego od czasu do czasu pozwalam sobie na wpatrywanie się w jego usta.
-Jestem już nieco zmęczona, wybacz. - odpowiadam, starając się w jakiś sposób usprawiedliwić.
-W porządku. Pomyśl o mnie jak o fortepianie na którym możesz grać. - patrzę na niego nieco zdziwiona, że podjął się tego tematu. Oczywiście każdy z nich zapewne doskonale wie o tym czym się zajmuję i co lubię, bo można o tym wyczytać w każdej możliwej królewskiej broszurze, ale nie spodziewałam się, że Harold użyje tak trafnego porównania.  -Mogę być twoją ulubioną melodią… - czuję jak moja dłoń, która zwisa bezwładnie przy moim boku, jest w tym momencie smyrana przez jego. Długie palce kierują się coraz bardziej w górę, docierając do mojego ramienia, a potem szyi. - Docieram tam, gdzie nie ma jeszcze myślisz. Gdzie nie rodzą się nawet sny…
I kiedy nagle przestaję oddychać, kątem oka widzę jak uwiecznia nas błysk flesza. Stoimy wpatrzeni w siebie, jakby nic wokół nas nie miało znaczenia. Kiedy fotograf zachwyca się ujęciem, ja staram się powoli otrząsnąć się z tej chwilowej bajki.
-Widzisz, nie było tak źle. - stwierdza Middleton, obdarowując mnie na nowo tym wspaniałym uśmiechem.
-Chyba nie. - odpowiadam krótko, a przez kilka kolejnych minut pozowania nie jestem w stanie spojrzeć w stronę Lucian’a.
Ten widok złamałby mi serce.
Bo doskonale wiem, że jego jest już po części złamane.



Pozytywka, którą nakręciłam piętnaście minut temu, po raz pierwszy od pewnego czasu nie pomaga mi w zaśnięciu. Dostałam ją od mojej babci, kiedy miałam siedem lat. Od tego czasu, melodia, która wydobywa się z niej po otwarciu często koi moje sny. Dziś jednak czuję, że coś trapi moje zmysły i nie jestem w stanie do końca stwierdzić co to jest. 
Słyszę, jak drzwi mojego pokoju się uchylają, a po chwili cichutko zamykają.
Widzę czarną postać, ale kiedy blask księżyca wpadający przez okno naświetla wyraźnie ową posturę, dostrzegam zielony mundur, blond kosmyki włosów i rysy twarzy, które śnią mi się po nocach.
-Lucian? - dopytuję, chociaż doskonale znam odpowiedź. Czuję jak moje łóżko ugina się pod jego ciężarem.
-Podoba ci się? 
Patrzę w jego jasne oczy, ledwo widoczne w mroku pokoju. Przez ułamek sekundy nie wiem co odpowiedzieć pomimo, iż wiem, że ma na myśli Harold’a. 
-Oczywiście, że nie!
-Auroro…
-Wszyscy są przystojni, ale nic poza tym. Dobrze wiesz, że to ty jesteś dla mnie najważniejszy. - całuję wierzch jego dłoni. - To nigdy się nie zmieni.
-Teraz czuję się głupio, że tak bardzo namawiałem cię do wykorzystania swojej szansy w tych Eliminacjach.
-Czyżbyś zmienił zdanie? - pytam kokieteryjnie, wiedząc, że pali się w nim zazdrość.
-Tak. Ale chcę też, żebyś była szczęśliwa.
-Jestem. - przyznaję od razu. - Z tobą.
Płynnym i gwałtownym ruchem wsuwa mi dłoń pod szyję, przyciągając do siebie  i zaczyna mnie całować, a wszystko na świecie nagle wraca na swoje miejsce.
-Kiedyś cię za to zabiją. - śmieję się, choć na dobrą sprawę nie ma w tym nic śmiesznego. Jestem załamana faktem, że podział między nami jest na tyle widoczny, iż kodeks królewski zabrania jakichkolwiek głębszych relacji z warstwą społeczną, z której pochodzą gwardziści.
-Jeśli tego nie zrobię to i tak już po mnie. 

♕♕


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz