sobota, 11 stycznia 2020

7. You make me blue... blue, blue, blue...


MATILDA
         Ten czwartkowy poranek trochę różnił się od statystycznego poranka. Dzisiejszy dzień w większości rezerwuję dla samej siebie i trochę mi z tym nieswojo. Od kiedy pamiętam większość dni w roku poświęcałam dla korony, więc pewnie stąd to dziwne uczucie.
         Ale cudownie mi z tym i ogromnie cieszę się na nadchodzące spotkanie z kochaną kuzynką Blancą, dla której zarezerwowałam większość dzisiejszego dnia.
         Zegar wybija godzinę dziewiątą, a ja dopiero co zwlekłam się leniwie z łóżka. Słońce już dawno wisi wysoko na niebie. Kiedy wyglądam za okno, widzę jak kilku z kandydatów Aurory znów gra w krykieta. To ostatnio jedna z ich lubionych rozrywek, oprócz jazdy konnej oraz golfa. Wielu z nich godzinami przebywa w naszej obszernej bibliotece a inni zajmują się sztuką. Malarstwo, gra na pianinie. Wiem jedno - żadnemu z nich się tutaj nie nudzi. Królestwo zapewnia im tak samo wiele zajęć w których mogą się rozwinąć co wypoczynku.
         Kiedy słyszę pukanie do drzwi, wypuszczam firankę z dłoni i podchodzę do łóżka, udając, że właśnie zajmuję się ścieleniem łóżka.
 - Proszę - mówię, wypatrując kto pojawi się w drzwiach.
 - Dzień dobry droga siostro - Aurora wygląda kwitnąco. O dziwo, zważywszy, że już jutro pierwsze eliminacje.
 - Dzień dobry. Pięknie wyglądasz.
         Chwalenie zawsze sprawiało mi wiele przyjemności, a kiedy mówię coś miłego bliskiej osobie tej przyjemności jest nieskończoność.
 - Dziękuję - robi kilka dużych kroków i jest już naprzeciwko mnie. Stukot jej obcasów wypełnia przestrzeń mojego pokoju - Dopiero co wstałaś?
 - Dziś mam wolny dzień. Zaszalałam. Jak sesja?
         Aurora odrobinę się czerwieni.
 - Jestem ogromnie zaskoczona samą sobą. Kandydaci zachowywali się nienagannie. Dasz wiarę, że musiałam niektórych sama zachęcać do tego, żeby wykonali jakiś śmielszy ruch?
 - Są Tobą onieśmieleni - ruszam w stronę toaletki, gdzie siadam na pufie i przeglądam się w lustrze. Moje worki pod oczami, które na co dzień bardzo mi przeszkadzają dziś są jaśniejsze i płytsze. Jednak sen to lekarstwo na wszystko. Aurora od razu podąża za mną.
 - Jeden z nich zapadł mi w pamięć szczególnie. Harold Middleton. Powiedział dokładnie to co chciałam usłyszeć i…
 - Co Ci powiedział, Auroro?
 - Kazał wyobrazić sobie, że jestem fortepianem. Na którym on gra. I doskonale mogłam to zrobić - wzdycha spoglądając w nieokreśloną dal. Mam wrażenie, że nie ma jej teraz tutaj, że znów jest na wczorajszej sesji. Nie chcę jej przerywać, więc czekam aż znów do mnie powróci.
 - Już wiesz kto odpadnie? - pytam. Aurora kiwa przecząco głową.
 - Nikt, kochana siostro. Ale jestem tu po to by powiedzieć Ci, że życzę Ci miłego dnia z Blancą i udanego przyjęcia. Pozdrów ode mnie wszystkie kuzynki.
         Uśmiecham się szeroko, ujmując jej dłoń, obiecuję pozdrowić każdego.
         Jednego jestem pewna- to będzie miły dzień.

         Blanca mieszka pięćdziesiąt kilometrów od naszego królestwa. Droga zajmuje dłuższą chwilę, ale nie sprawia, że się nudzę. Chociaż od tego mam ludzi, sama lubię zająć się mailami i zaproszeniami na różne wydarzenia. Wstępnie selekcjonuje na te ważniejsze oraz te trochę mniej, a całą resztą zajmuje się moja mała gwardia asystentów.
         Samochód zatrzymuje się przed jej posiadłością, a Blanca czeka już na nas przed drzwiami. Kiedy nas zauważa, od razu biegnie w moją stronę.
 - Matilda! Jak miło Cię widzieć!
         Przytulamy się mocno, chociaż niekoniecznie wskazuje na to królewska etykieta. Według niej Blanca, nawet będąc moją najbliższą kuzynką musi przede mną dygnąć, ale nigdy jej na to nie pozwoliłam. Jest zbyt bliska mojemu sercu.
 - Ciebie również.
 - Cześć Steven - blondynka wita się z moim szoferem - Proszę zanieś jej bagaże do holu. Mój lokaj się tym później zajmie. A ja zapraszam Cię do mojego ogrodu. Przygotowałam dla nas coś pysznego.
         Ogród Blancy jest wielką połacią ziemi, pokrytą krótko ściętym zieloniutkim trawnikiem. Wszędzie rosną tu róże, powojniki i wiele kwiatów których nazw nigdy nie zapamiętam. To miejsce to oczko w głowie dziewczyny. Nie mogę się z tym nie zgodzić - jest to prawdopodobnie najbardziej zadbany ogród jaki widziałam.
 - Pogoda w tym roku zdecydowanie służy moim różom - z namaszczeniem dotyka pączków kwiatów.
 - Wszystko wygląda bardzo imponująco.
 - Jeszcze nigdy nie włożyłam tyle pracy w ten ogród co teraz - idziemy długą ścieżką wzdłuż pachnących róż. Mam wrażenie, że jestem już pijana od nich uwodzicielskiego zapachu - Na końcu dróżki, jest altanka. To mój najnowszy projekt.
         Kiedy docieramy na miejsce, altanka okazuje się okazałym białym pałacykiem stojącym wśród kwitnących kwiatów. Na samym jej środku stoi biały, kuty stolik, którego uzupełniają cztery krzesła.
 - Usiądźmy i mów wszystko! Jestem taka ciekawa co się teraz u was dzieje.
         Zajmujemy miejsca i zaraz potem zostajemy obsłużone. Tuż przed nami lokaj ustawia porcelanową zastawę, uzupełnia filiżankę herbatą, a na talerzyku ląduje solidny kawał bezy Pavlovej.
 - Mogłabym to opisać jednym słowem: zamieszanie. Zwłaszcza na początku.
 - A jak sobie z tym wszystkim radzi Aurora?
 - Jak sama wiesz, na początku było ciężko - biorę łyk esencjonalnej herbaty - Czy to lipa? - zmieniam temat.
 - Właściwości herbaty z lipy są szeroko znane. Uspokaja i poprawia nastrój. A Twój nastrój chyba odrobinkę trzeba poprawić, prawda?
 - Blanco, Ty czytasz we mnie jak w otwartej księdze - przyznaję, chichocząc. Blanca tylko spogląda na mnie wymownym wzrokiem.
 - Czy Julian spędza Ci sen z powiek?
         Spuszczam wzrok.
 - Będąc z Julianem, czuję się jeszcze bardziej samotna, niż kiedy rzeczywiście byłam sama.
 - Czy te eliminacje… nie sprawiają, że czujesz się zupełnie osamotniona?
 - Nie… - blondynka wyczuwa kłamstwo na kilometr. Karci mnie wzrokiem - Bardzo wspieram Aurorę, ale też odrobinę jej zazdroszczę. Wybór męża z określonego, narzuconego przez kogoś kręgu nie jest przyjemnością. Ale zawsze jest jakimś wyborem. Ja nie miałam żadnego.
         Blanca wyciąga rękę, by sięgnąć do mojej dłoni.
 - Nie sprawię, że Twoje serce poczuje się lepiej - pocieszający uśmiech wpływa na jej dziewczęcą twarz - Ale mogę sprawić, że Twoje podniebienie oszaleje z radości. Spróbuj mojej bezy. Padniesz z wrażenia.

 ♛


         Kiedy zbliża się wieczór, zwarte i gotowe udajemy się na jedno z tych przyjęć którego celu nikt nie zna. Takie przyjęcia powstają tylko po to by zebrać określoną, ważną śmietankę towarzyską. To w takich miejscach rodzą się nowe plotki, potwierdzają stare i powstają powody do tego, żeby plotka miała w sobie również ziarno prawdy.
         Dzisiejsze przyjęcie organizuje Constance - kolejna z moich kuzynek. Z nią dogaduję się zdecydowanie gorzej. Życie Constance polega na chodzeniu na zakupy, wrzucaniu zdjęć do Internetu i uczestniczeniu w sesjach zdjęciowych. I choć to ja jestem księżniczką, to właśnie ona zachowuje się jakby nią była.
         Sala w jakiej odbywa się przyjęcie jest wielka, błyszcząca i buchająca parą z blichtru. Zupełnie w stylu Constance.
 - To wszystko - Blanca rozgląda się wokół siebie - To takie w jej smaku.
 - Nie mogę się z Tobą nie zgodzić.
 - Szampana? - sięga po kieliszki. Z wdzięcznością odbieram od niej jeden.
 - Kiedy pojawi się Rain?
 - Powinna być tu za godzinę - odpowiadam, wykonując w międzyczasie kilka pochyleń głową. Dla tych ludzi nadal jestem księżniczką, więc witają się ze mną tak jak przystało - Miała dziś wiele pracy. Zajmuje się organizacją mojego wesela.
 - I chyba jest w siódmym niebie, co?
 - Jeśli istnieje ósme, to ona znajduje się właśnie w tamtym.
         Milkniemy, ponieważ dołącza do nas kilka osób, chcących zamienić z nami kilka zdań. Nie odmawiamy im naszego towarzystwa. Gawędzimy o aktualnej polityce państwa i najnowszych wieściach z kraju, a także o eliminacjach. To zdecydowanie gorący temat i wiem, że Ci ludzie nie są ostatnimi, którzy z chęcią odgryzą kawałek świeżego mięska o nazwie "Aurora i jej dziesięciu kandydatów na męża".
 - Koniec tych pogawędek - donośny głos Constance przerywa nam rozmowę. Ciemnowłosa zdecydowanym gestem żegna ludzi, by stanąć przed nami, ukazując się w całej okazałości.
 - I jak podoba wam się dzisiejsze przyjęcie, kuzynki?
         Spoglądamy na siebie z Blancą.
 - Wyśmienite - blondynka odpowiada za nas dwie, używając jednego słowa.
 - Jak zawsze - szybka riposta - Matildo, a jak stadko Aurory? Widziałam, że macie na swoim królewskim statku kilku gorących mężczyzn.
 - Nie mnie oceniać, Constance. Przypominam Ci, że jestem zaręczona.
 - Więc dlaczego nie towarzyszysz swojemu narzeczonemu?
         Marszczę zdziwiona brwi. Dlaczego miałabym towarzyszyć Julianowi, skoro dzisiejszego wieczora miał jeść rodzinną kolację w swojej posiadłości?
 - Oh - satysfakcja brunetki, wydaje się namacalna - Chyba czas was przywitać.
         Kiedy nasze spojrzenia się krzyżują, rozczarowanie dosięga mnie swoimi mackami. Julian jest tak samo zdziwiony moją obecnością co ja jego. Tylko, że to nie ja zostałam przyłapana na kłamstwie i to nie mnie czeka konfrontacja.
         Widzę, że przeprasza swojego rozmówcę, po czym kieruje się w naszą stronę.
 - Matildo - ujmuje moją dłoń, całując w jej grzbiet. Wita się również z Blancą.
 - Możemy porozmawiać na osobności?
         Szukam pomocy w Blance, ona jednak zachęca mnie do tego bym zamieniła kilka zdań z moim narzeczonym. Godzę się więc, a kiedy odchodzimy od gwaru rozmów i ludzi, czuję jak jego dłoń ujmuje moją.
 - Nie wiedziałem, że tu będziesz.
 - Ciekawy argument, który tłumaczy Twoje kłamstwo.
 - O uczestnictwie w tym przyjęciu podjąłem decyzję w ostatniej chwili.
 - Nie wierzę Ci, Julian - zagryzam zęby. Zawsze uczono mnie, że nie powinnam pokazywać emocji. Zwłaszcza tych, które zżerają mnie od środka. Opanowanie i radość - to dwie emocje dozwolone z związku w byciu księżniczką.
 - Musisz mi uwierzyć.
 - Nic nie muszę. Zupełnie nic nie muszę.
         Spoglądam na niego rozczarowana i zła, obracam się i odchodzę. Tylko do tego momentu mój dzień był dobry.

         Nie wiem co powinnam czuć. Rzadko kiedy ktoś mnie upokarza. W sumie, słowo rzadko jest zdecydowanie słowem na wyrost - takie rzeczy nigdy mi się nie zdarzały.
         Może żyłam w zamkniętej bańce przez całe życie i w momencie kiedy na chwilę z niej wyszłam, w końcu poczułam zew przytłaczającej normalności?
         I choć gra perfekcyjnej księżniczki trwała dalej przez resztę wieczoru, w końcu nie wytrzymałam i udałam się na chwilę do toalety by pobyć sama. Nie był to jednak koniec moich upokorzeń. W chwili kiedy usłyszałam swoje imię, zdałam sobie sprawę, że był to dopiero początek.
 - Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że Matilda tu będzie?
         Przykładam ucho do drzwi, by lepiej słyszeć. Nie wiem co jest za nimi, ale wiem kto się tam znajduje. Constace i Julian.
 - Czy to było takie ważne? - opryskliwy głos Constance, sprawia, że żołądek kurczy mi się boleśnie.
 - Sprzedałem jej tanie kłamstwo, więc chyba logiczne, że nie jestem zadowolony z tego, że się ono wydało.
         Szelest sukni i stukot obcasów, łączy się z jego podniesionym głosem.
 - Kotku, stres piękności szkodzi.
 - Nie dotykaj mnie, Con.
 - Nie przypominam sobie, żebyś ostatnio narzekał.
 - Naprawdę nie mam ochoty.
 - Pamiętaj kto daje Ci radość, kiedy ktoś inny daje Ci frustracje - to ostatnie słowa jakie między nimi padają. Upokorzenie. Zasmakowałam gorzkiego smaku upokorzenia.
         Naciskam klamkę i pcham drzwi do przodu. Na samym środku ekskluzywnej sypialni widzę, jak jej dłonie sięgają do jego guzików koszuli.
 - Nie wierzę.
         Tylko tyle potrafię z siebie wydusić, by następnie wybiec na korytarz. Nie wiem jak Rain to zrobiła, ale wyczuła idealny moment, bo moje oczy pełne łez dostrzegają jej postać na końcu korytarza.
 - Hej! Ale świetne przyjęcie! Co Ty… dlaczego płaczesz? - radość Rain zmienia się w zatroskanie.
 - Zabierz mnie stąd. Chce wrócić do pałacu. Teraz. Zaraz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz