MATILDA
♛
Ten czwartkowy poranek trochę różnił
się od statystycznego poranka. Dzisiejszy dzień w większości rezerwuję dla
samej siebie i trochę mi z tym nieswojo. Od kiedy pamiętam większość dni w
roku poświęcałam dla korony, więc pewnie stąd to dziwne uczucie.
Ale cudownie mi z tym i ogromnie cieszę
się na nadchodzące spotkanie z kochaną kuzynką Blancą, dla której
zarezerwowałam większość dzisiejszego dnia.
Zegar wybija godzinę dziewiątą, a ja
dopiero co zwlekłam się leniwie z łóżka. Słońce już dawno wisi wysoko na
niebie. Kiedy wyglądam za okno, widzę jak kilku z kandydatów Aurory znów gra w
krykieta. To ostatnio jedna z ich lubionych rozrywek, oprócz jazdy konnej oraz
golfa. Wielu z nich godzinami przebywa w naszej obszernej bibliotece a inni
zajmują się sztuką. Malarstwo, gra na pianinie. Wiem jedno - żadnemu z nich się
tutaj nie nudzi. Królestwo zapewnia im tak samo wiele zajęć w których mogą się
rozwinąć co wypoczynku.
Kiedy słyszę pukanie do drzwi, wypuszczam
firankę z dłoni i podchodzę do łóżka, udając, że właśnie zajmuję się ścieleniem
łóżka.
- Proszę - mówię, wypatrując kto pojawi się w
drzwiach.
- Dzień dobry droga siostro - Aurora wygląda
kwitnąco. O dziwo, zważywszy, że już jutro pierwsze eliminacje.
- Dzień dobry. Pięknie wyglądasz.
Chwalenie zawsze sprawiało mi wiele
przyjemności, a kiedy mówię coś miłego bliskiej osobie tej przyjemności jest
nieskończoność.
- Dziękuję - robi kilka dużych kroków i jest
już naprzeciwko mnie. Stukot jej obcasów wypełnia przestrzeń mojego pokoju -
Dopiero co wstałaś?
- Dziś mam wolny dzień. Zaszalałam. Jak sesja?
Aurora odrobinę się czerwieni.
- Jestem ogromnie zaskoczona samą sobą. Kandydaci
zachowywali się nienagannie. Dasz wiarę, że musiałam niektórych sama zachęcać
do tego, żeby wykonali jakiś śmielszy ruch?
- Są Tobą onieśmieleni - ruszam w stronę
toaletki, gdzie siadam na pufie i przeglądam się w lustrze. Moje worki pod
oczami, które na co dzień bardzo mi przeszkadzają dziś są jaśniejsze i płytsze.
Jednak sen to lekarstwo na wszystko. Aurora od razu podąża za mną.
- Jeden z nich zapadł mi w pamięć szczególnie.
Harold Middleton. Powiedział dokładnie to co chciałam usłyszeć i…
- Co Ci powiedział, Auroro?
- Kazał wyobrazić sobie, że jestem
fortepianem. Na którym on gra. I doskonale mogłam to zrobić - wzdycha
spoglądając w nieokreśloną dal. Mam wrażenie, że nie ma jej teraz tutaj, że
znów jest na wczorajszej sesji. Nie chcę jej przerywać, więc czekam aż znów do
mnie powróci.
- Już wiesz kto odpadnie? - pytam. Aurora kiwa
przecząco głową.
- Nikt, kochana siostro. Ale jestem tu po to
by powiedzieć Ci, że życzę Ci miłego dnia z Blancą i udanego przyjęcia. Pozdrów
ode mnie wszystkie kuzynki.
Uśmiecham się szeroko, ujmując jej
dłoń, obiecuję pozdrowić każdego.
Jednego jestem pewna- to będzie miły
dzień.
Blanca mieszka pięćdziesiąt kilometrów
od naszego królestwa. Droga zajmuje dłuższą chwilę, ale nie sprawia, że się
nudzę. Chociaż od tego mam ludzi, sama lubię zająć się mailami i zaproszeniami
na różne wydarzenia. Wstępnie selekcjonuje na te ważniejsze oraz te trochę
mniej, a całą resztą zajmuje się moja mała gwardia asystentów.
Samochód zatrzymuje się przed jej
posiadłością, a Blanca czeka już na nas przed drzwiami. Kiedy nas zauważa, od
razu biegnie w moją stronę.
- Matilda! Jak miło Cię widzieć!
Przytulamy się mocno, chociaż
niekoniecznie wskazuje na to królewska etykieta. Według niej Blanca, nawet
będąc moją najbliższą kuzynką musi przede mną dygnąć, ale nigdy jej na to nie
pozwoliłam. Jest zbyt bliska mojemu sercu.
- Ciebie również.
- Cześć Steven - blondynka wita się z moim
szoferem - Proszę zanieś jej bagaże do holu. Mój lokaj się tym później zajmie. A
ja zapraszam Cię do mojego ogrodu. Przygotowałam dla nas coś pysznego.
Ogród Blancy jest wielką połacią ziemi,
pokrytą krótko ściętym zieloniutkim trawnikiem. Wszędzie rosną tu róże,
powojniki i wiele kwiatów których nazw nigdy nie zapamiętam. To miejsce to
oczko w głowie dziewczyny. Nie mogę się z tym nie zgodzić - jest to
prawdopodobnie najbardziej zadbany ogród jaki widziałam.
- Pogoda w tym roku zdecydowanie służy moim
różom - z namaszczeniem dotyka pączków kwiatów.
- Wszystko wygląda bardzo imponująco.
- Jeszcze nigdy nie włożyłam tyle pracy w ten
ogród co teraz - idziemy długą ścieżką wzdłuż pachnących róż. Mam wrażenie, że
jestem już pijana od nich uwodzicielskiego zapachu - Na końcu dróżki, jest
altanka. To mój najnowszy projekt.
Kiedy docieramy na miejsce, altanka
okazuje się okazałym białym pałacykiem stojącym wśród kwitnących kwiatów. Na samym
jej środku stoi biały, kuty stolik, którego uzupełniają cztery krzesła.
- Usiądźmy i mów wszystko! Jestem taka ciekawa
co się teraz u was dzieje.
Zajmujemy miejsca i zaraz potem
zostajemy obsłużone. Tuż przed nami lokaj ustawia porcelanową zastawę,
uzupełnia filiżankę herbatą, a na talerzyku ląduje solidny kawał bezy Pavlovej.
- Mogłabym to opisać jednym słowem:
zamieszanie. Zwłaszcza na początku.
- A jak sobie z tym wszystkim radzi Aurora?
- Jak sama wiesz, na początku było ciężko -
biorę łyk esencjonalnej herbaty - Czy to lipa? - zmieniam temat.
- Właściwości herbaty z lipy są szeroko znane.
Uspokaja i poprawia nastrój. A Twój nastrój chyba odrobinkę trzeba poprawić,
prawda?
- Blanco, Ty czytasz we mnie jak w otwartej
księdze - przyznaję, chichocząc. Blanca tylko spogląda na mnie wymownym
wzrokiem.
- Czy Julian spędza Ci sen z powiek?
Spuszczam wzrok.
- Będąc z Julianem, czuję się jeszcze bardziej
samotna, niż kiedy rzeczywiście byłam sama.
- Czy te eliminacje… nie sprawiają, że czujesz
się zupełnie osamotniona?
- Nie… - blondynka wyczuwa kłamstwo na
kilometr. Karci mnie wzrokiem - Bardzo wspieram Aurorę, ale też odrobinę jej zazdroszczę.
Wybór męża z określonego, narzuconego przez kogoś kręgu nie jest przyjemnością.
Ale zawsze jest jakimś wyborem. Ja nie miałam żadnego.
Blanca wyciąga rękę, by sięgnąć do
mojej dłoni.
- Nie sprawię, że Twoje serce poczuje się
lepiej - pocieszający uśmiech wpływa na jej dziewczęcą twarz - Ale mogę
sprawić, że Twoje podniebienie oszaleje z radości. Spróbuj mojej bezy. Padniesz
z wrażenia.
♛
Kiedy zbliża się wieczór, zwarte i
gotowe udajemy się na jedno z tych przyjęć którego celu nikt nie zna. Takie przyjęcia
powstają tylko po to by zebrać określoną, ważną śmietankę towarzyską. To w
takich miejscach rodzą się nowe plotki, potwierdzają stare i powstają powody do
tego, żeby plotka miała w sobie również ziarno prawdy.
Dzisiejsze przyjęcie organizuje
Constance - kolejna z moich kuzynek. Z nią dogaduję się zdecydowanie gorzej. Życie
Constance polega na chodzeniu na zakupy, wrzucaniu zdjęć do Internetu i
uczestniczeniu w sesjach zdjęciowych. I choć to ja jestem księżniczką, to
właśnie ona zachowuje się jakby nią była.
Sala w jakiej odbywa się przyjęcie jest
wielka, błyszcząca i buchająca parą z blichtru. Zupełnie w stylu Constance.
- To wszystko - Blanca rozgląda się wokół
siebie - To takie w jej smaku.
- Nie mogę się z Tobą nie zgodzić.
- Szampana? - sięga po kieliszki. Z wdzięcznością
odbieram od niej jeden.
- Kiedy pojawi się Rain?
- Powinna być tu za godzinę - odpowiadam,
wykonując w międzyczasie kilka pochyleń głową. Dla tych ludzi nadal jestem
księżniczką, więc witają się ze mną tak jak przystało - Miała dziś wiele pracy.
Zajmuje się organizacją mojego wesela.
- I chyba jest w siódmym niebie, co?
- Jeśli istnieje ósme, to ona znajduje się
właśnie w tamtym.
Milkniemy, ponieważ dołącza do nas
kilka osób, chcących zamienić z nami kilka zdań. Nie odmawiamy im naszego
towarzystwa. Gawędzimy o aktualnej polityce państwa i najnowszych wieściach z
kraju, a także o eliminacjach. To zdecydowanie gorący temat i wiem, że Ci
ludzie nie są ostatnimi, którzy z chęcią odgryzą kawałek świeżego mięska o
nazwie "Aurora i jej dziesięciu kandydatów na męża".
- Koniec tych pogawędek - donośny głos
Constance przerywa nam rozmowę. Ciemnowłosa zdecydowanym gestem żegna ludzi, by
stanąć przed nami, ukazując się w całej okazałości.
- I jak podoba wam się dzisiejsze przyjęcie,
kuzynki?
Spoglądamy na siebie z Blancą.
- Wyśmienite - blondynka odpowiada za nas
dwie, używając jednego słowa.
- Jak zawsze - szybka riposta - Matildo, a jak
stadko Aurory? Widziałam, że macie na swoim królewskim statku kilku gorących
mężczyzn.
- Nie mnie oceniać, Constance. Przypominam Ci,
że jestem zaręczona.
- Więc dlaczego nie towarzyszysz swojemu
narzeczonemu?
Marszczę zdziwiona brwi. Dlaczego
miałabym towarzyszyć Julianowi, skoro dzisiejszego wieczora miał jeść rodzinną
kolację w swojej posiadłości?
- Oh - satysfakcja brunetki, wydaje się
namacalna - Chyba czas was przywitać.
Kiedy nasze spojrzenia się krzyżują,
rozczarowanie dosięga mnie swoimi mackami. Julian jest tak samo zdziwiony moją
obecnością co ja jego. Tylko, że to nie ja zostałam przyłapana na kłamstwie i
to nie mnie czeka konfrontacja.
Widzę, że przeprasza swojego rozmówcę,
po czym kieruje się w naszą stronę.
- Matildo - ujmuje moją dłoń, całując w jej
grzbiet. Wita się również z Blancą.
- Możemy porozmawiać na osobności?
Szukam pomocy w Blance, ona jednak
zachęca mnie do tego bym zamieniła kilka zdań z moim narzeczonym. Godzę się
więc, a kiedy odchodzimy od gwaru rozmów i ludzi, czuję jak jego dłoń ujmuje moją.
- Nie wiedziałem, że tu będziesz.
- Ciekawy argument, który tłumaczy Twoje
kłamstwo.
- O uczestnictwie w tym przyjęciu podjąłem
decyzję w ostatniej chwili.
- Nie wierzę Ci, Julian - zagryzam zęby. Zawsze
uczono mnie, że nie powinnam pokazywać emocji. Zwłaszcza tych, które zżerają
mnie od środka. Opanowanie i radość - to dwie emocje dozwolone z związku w byciu
księżniczką.
- Musisz mi uwierzyć.
- Nic nie muszę. Zupełnie nic nie muszę.
Spoglądam na niego rozczarowana i zła,
obracam się i odchodzę. Tylko do tego momentu mój dzień był dobry.
Nie wiem co powinnam czuć. Rzadko kiedy
ktoś mnie upokarza. W sumie, słowo rzadko jest zdecydowanie słowem na wyrost -
takie rzeczy nigdy mi się nie zdarzały.
Może żyłam w zamkniętej bańce przez
całe życie i w momencie kiedy na chwilę z niej wyszłam, w końcu poczułam zew
przytłaczającej normalności?
I choć gra perfekcyjnej księżniczki
trwała dalej przez resztę wieczoru, w końcu nie wytrzymałam i udałam się na
chwilę do toalety by pobyć sama. Nie był to jednak koniec moich upokorzeń. W chwili
kiedy usłyszałam swoje imię, zdałam sobie sprawę, że był to dopiero początek.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że
Matilda tu będzie?
Przykładam ucho do drzwi, by lepiej słyszeć.
Nie wiem co jest za nimi, ale wiem kto się tam znajduje. Constace i Julian.
- Czy to było takie ważne? - opryskliwy głos
Constance, sprawia, że żołądek kurczy mi się boleśnie.
- Sprzedałem jej tanie kłamstwo, więc chyba
logiczne, że nie jestem zadowolony z tego, że się ono wydało.
Szelest sukni i stukot obcasów, łączy
się z jego podniesionym głosem.
- Kotku, stres piękności szkodzi.
- Nie dotykaj mnie, Con.
- Nie przypominam sobie, żebyś ostatnio
narzekał.
- Naprawdę nie mam ochoty.
- Pamiętaj kto daje Ci radość, kiedy ktoś inny
daje Ci frustracje - to ostatnie słowa jakie między nimi padają. Upokorzenie. Zasmakowałam
gorzkiego smaku upokorzenia.
Naciskam klamkę i pcham drzwi do
przodu. Na samym środku ekskluzywnej sypialni widzę, jak jej dłonie sięgają do
jego guzików koszuli.
- Nie wierzę.
Tylko tyle potrafię z siebie wydusić,
by następnie wybiec na korytarz. Nie wiem jak Rain to zrobiła, ale wyczuła
idealny moment, bo moje oczy pełne łez dostrzegają jej postać na końcu
korytarza.
- Hej! Ale świetne przyjęcie! Co Ty… dlaczego
płaczesz? - radość Rain zmienia się w zatroskanie.
- Zabierz mnie stąd. Chce wrócić do pałacu. Teraz.
Zaraz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz