sobota, 22 lutego 2020

8. We see it coming all our lives and never ready when it arrives.

AURORA





Wieczorny biuletyn zaczyna się dokładnie za kwadrans. Według zasad, to właśnie dzisiaj powinny się odbyć pierwsze Eliminacje. Jednak postanowiłam nieco przekształcić ten schemat i dalej potrzymać cały kraj w niepewności. Poza tym, skoro już faktycznie mam kogoś odesłać, chciałabym mieć tego stu procentową pewność. Na tę chwilę jednak nie jestem w stanie określić sylwetek wszystkich kandydatów dlatego stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie przetrzymać całą dziesiątkę jeszcze przez kolejny tydzień.   Tak na wszelki wypadek.
Do dzisiejszego programu, plan sali został zaaranżowany nieco inaczej. Trony dla naszej rodziny jak zwykle stoją po jednej stronie, natomiast na przeciwko nas widnieje dziesięć krzeseł, na których już za kilka minut usiądą kandydaci. Do tego na środku stoją dwa wysokie krzesła i jak można się domyślić, jedno z nich będzie zajmował Malcolm, a drugie po kolei każdy z uczestników, który w danej chwili będzie dopuszczony do głosu. 
Zza buragundowej kotary dostrzegam zbliżających się kandydatów. Każdy z nich siada na swoim miejscu, reprezentując swoją postawę niezwykle dostojnie i elegancko. W pierwszym rzędzie dostrzegam Harold’a, Cassius’a, Roman’a, Nelson’a oraz Gabriel’a, natomiast za nimi, na podium wyżej, lokuje się pozostała piątka. Nie mogę nic poradzić, że na widok tego pierwszego mój puls zaczyna automatycznie przyśpieszać. Absolutnie nie wiem czym jest to spowodowane, bo wcale nie chcę się tak czuć. Zwalam winę na tymczasowe zauroczenie, bo tak naprawdę nigdy wcześniej nikt poza Lucian’em mi się nie podobał. Doskonale wiem, że wygląd to nie wszystko, i ta chwilowa fascynacja szybko mi przejdzie, ponieważ nie mam zamiaru dopuścić do siebie jakichkolwiek mocniejszych uczuć w stosunku do jakiegokolwiek z kandydatów.
To zawsze Lucian przy mnie był. Nigdy nie interesowały go mój dobytek, pozycja czy aparycja. Widział we mnie to, czego nikt inny nie był i nie jest w stanie zobaczyć. Ci chłopcy tego nie widzą. Oni biorą pod uwagę wszystkie trzy powyższe cechy, które dla Lucian’a nigdy nie będą ważne.
I o tym muszę pamiętać.
-Wszystko w porządku? - pytam Matilde, która stoi tuż obok mnie, nie odzywając się ani słowem. Od samego rana jest nieobecna i nie wiem czy jest to spowodowane jak sama mi powiedziała - wczorajszym zatruciem na przyjęciu u Constance czy może powód tego jest zupełnie inny.
-Tak, mdłości nieco przeszły. Czuję się zdecydowanie lepiej. - półuśmiech zdobi jej twarz, ale moja siostra nie potrafi kłamać. Mam nadzieję, że później dowiem się co tak naprawdę jest na rzeczy. 
-Matildo… - Julian zjawia się u jej boku, prosząc o podanie dłoni. Ona patrzy na nią przez dłuższą chwilę jakby conajmniej zastanawiała się, czy od podania swojej dłoni, nie zależy jej życie. W momencie widzę, jak łączą się w uścisku, nie pozostawiając przy tym krzty pozorów.
Cała rodzina królewska kroczy na podest, zajmując swoje miejsce. Ja postanawiam dołączyć na środku do Malcolm’a, przyjmując jeden z mikrofonów.
-Dobry wieczór! Witam się ze wszystkimi obecnymi w Starym Teatrze oraz przed telewizorami. Panowie… - uśmiecham się w kierunku kandydatów, a w odpowiedzi słyszę powitające zwroty „wasza wysokość” i „księżniczko”.
-Chciałam tylko poinformować, że wygłoszę krótkie przemówienie, a potem zapowiem Malcolm’a. Myślę, że to będzie sympatyczna odmiana, zważywszy, że to on zawsze zapowiada mnie. - śmieję się, na co tłum mi wtóruje. - Doskonale zdaję sobie sprawę, że część z was może się troszeczkę denerwować, ale nie ma ku temu powodów. Proszę, abyście byli po prostu sobą. Nie takimi jakimi ktoś was chce zobaczyć, ale takimi, jakimi wy chcecie siebie zobaczyć. Ludzie chcą was poznać, a skoro oni tego chcą, to możecie sobie tylko wyobrazić, jak szczególnie ja tego pragnę. A tymczasem nie przedłużam, i zapraszam naszego wspaniałego mistrza sceny, Malcom! - uśmiecham się do niego, całując go na odchodne w policzek. Wracam posłusznie na swoje miejsce gotowa na wszystko, co może się dzisiaj wydarzyć.
-Dziękuję za to wspaniałe wprowadzenie wasza wysokość. Wiem, że czeka nas emocjonujący wieczór, ponieważ cały kraj będzie miał w końcu okazję poznać bliżej dwadzieścia pięć dżentelmenów, którzy biorą udział w tegorocznych Eliminacjach. Nie potrafię wyrazić jak bardzo cieszę się, że będą się mogli państwu jak i całemu królestwu dzisiaj zaprezentować. Myślę, że zgodzą się państwo ze mną w kwestii tego, że każdy z tych przystojnych młodzieńców byłby doskonałam przywódcą i przyszłym królem. 
Staram się skupić swój wzrok na Malcolm’ie powstrzymując się od spojrzenia w stronę Lucian’a. On jak zwykle w swoim mundurze stoi z pozostałymi członkami gwardii po boku sceny, obserwując każdy możliwy podejrzany ruch. Nie mam pojęcia co czuje, kiedy słyszy owe słowa, wywodzące się z ust Malcolm’a, ale wiem, że ja czułabym się na jego miejscu okropnie. Dlatego staram się nie patrzeć, bo wiem, że pękłoby mi serce.
-Już zaraz usłyszymy kilka słów od każdego z obecnych kandydatów. Wiem, że umieracie z ciekawości, by ich poznać i dowiedzieć się, jak wygląda ich znajomość z księżniczką Aurorą. Najprościej będzie ich po prostu zapytać. - Malcolm patrzy w swoje notatki. - Zapraszam na scenę pana Alister’a Norton’a!
Alister podnosi się płynnym ruchem z krzesła w drugim rzędzie, prezentując się majestatycznie i z klasą. Jego imponująca sylwetka i wzrost nie pozostają obojętne. Jestem pewna, że większa część pań, które znajdują się na sali, wstrzymuje na chwilę oddech. 
Po Alister’ze przyszła kolej na pozostałych kandydatów.
Rozmowy z nimi były prowadzone w sposób konkretny, o luźnym, żartobliwym tonie. Opowiadali o swoich rodzinach, zasobach, spędzonym tygodniu w królestwie i oczywiście o mnie. Najczęstszym epitetem jaki się pojawiał było słowo: „piękna”. Oczywiście, że musieli tak mówić, bo inaczej zapewne świat by się o tym nie dowiedział. Naturalnie, bardzo mi to schlebiało, ale oczekiwałam także czegoś więcej. Dlatego było mi niezmiernie miło, kiedy Roman użył słowa „rodzinna”, Otis „wyrozumiała”, Gabriel „pomocna”, Nelson „zabawna”,, Cassius „wrażliwa” oraz Harold „fascynująca”. Ten ostatni był zdecydowanie jedyną osobą, po której spodziewałabym się takiej odwagi i tak mocnego doboru słów. Od sytuacji, która miała miejsce na sesji zdjęciowej, do teraz mam wypieki na twarzy. I wydaję mi się, że on doskonale wie co zrobił i jaki miało to na mnie wpływ. Podejrzewam, że Harold jest najbardziej pewnym siebie uczestnikiem spośród wszystkich, którzy biorą udział i nie wiem czy mi się to podoba czy wręcz przeciwnie.
Z jednej strony zawsze miałam przed sobą tylko jeden obraz idealnego mężczyzny i był - jest nim Lucian. Człowiek o gołębim sercu, dla którego nie są ważne sprawy materialne. Ktoś, kto nigdy nie był zbyt pewny siebie ze względu na swoją pozycję społeczną i nie musiał o mnie walczyć, ponieważ w jego przekonaniu na starcie by przegrał. Nie musiał więc walczyć, bo miał mnie od samego początku.
Harold jest jego kompletnym przeciwieństwem i zauważyłam, że wbrew mojej woli, ciekawość poznawania jego cech staje się z dnia na dzień coraz silniejsza. 
-Harold’zie, z tego co słyszałem, atmosfera na sesji zdjęciowej do Biuletynu Prasowego była jakby to powiedzieć… momentami bardzo intymna.
-Czy intymna? Nie powiedziałabym. Myślę, że byłoby to nieodpowiednie stawiać księżniczkę w takiej sytuacji.
-No tak, ale przyznaj, że wasze zdjęcie jest nad wyraz urokliwe. - na telebimie wyświetla się ogromna fotografia, na której widać mnie i Harold’a, uwiecznionych w kliszy aparatu przedstawionych jako para niczym idealna. Ja spozieram w głąb jego oczu, zahipnotyzowana tak bardzo, że teraz czuję się z tym niemal niekomfortowo. On również wpatrzony we mnie, dotyka opuszkami palców mojej szyi. Kątem oka widzę, jak mój ojciec uśmiecha się na ten widok. Zaczyna mnie to irytować, bo który normalny ojciec cieszyłby się na widok swojej córki w ramionach cóż… teoretycznie obcego człowieka? I w tym momencie zastanawia mnie jedna myśl. Czy król daży jakąś szczególną sympatią Harold’a Middleton’a czy to po prostu czysty przypadek?
-Oczywiście fotografia jest piękna, nie przeczę. Dołożyliśmy wszelkich starań, żeby zdjęcia wyglądały fantastycznie i chyba uzyskaliśmy pożądany efekt? - w sali słychać głośne wiwaty i z tego co widzę, lud jest nad wyraz pocieszony owym przebiegiem sytuacji. - Mam nadzieję, że księżniczce podoba się tak samo bardzo jak mnie. - Harold patrzy teraz w moim kierunku, uśmiechając się tak samo kusząco, jak robił to w środę na sesji. Kiwam jedynie głową, unosząc kąciki ust. 
Werbalnie przesyłam mu ostrzeżenie, że niebawem dowiem się co tak naprawdę knuje i jaki ma to związek z moim ojcem.


Stojąc przy oknie mojego pokoju, wpatruję się w oświetlony latarniami ogród. Zastanawiam się nad dzisiejszym wieczorem i nad tym co się jeszcze wydarzy. Wciąż czuję się z tym wszystkim obco i nie do końca wiem jak radzić sobie dalej. Boję się, że mogę być ofiarą spisków, a tego bym nie zniosła.
Słyszę jak drzwi do pomieszczenia się otwierają. Mrużę oczy, żeby po ciemku dostrzec ową postać. 
-Lucian? - blondyn podchodzi do mnie bez słowa i zaczyna składać na moich wargach pocałunki. Tysiące pocałunków. Czuję jak jego dłonie szukają wstążki mojego szlafroka, a po chwili z łatwością odwiązują prosty supełek. Przerywam pocałunek, wpatrując się w niego intensywnie. Lucian zaczyna delikatnie łaskotać ustami moją szyję. Jedną dłonią sprawnie rozsuwa szlafrok, odsłaniając moje nagie ciało. Dotyka moich piersi, a opuszkami palców drażni uwypuklone sutki. Wzdycham z rozkoszy, pozwalając mu na wszystko czego pragnie. Czego ja pragnę. Chwytam go za włosy i całuję raz za razem, czując na brzuchu wypukłość, która kryje się pod jego mundurem. 
Nie pamiętam kiedy ostatni raz się kochaliśmy, zważywszy, że musimy zachować ogromną ostrożność. Ta sytuacja zdecydowanie nam nie pomaga, dlatego od czasu do czasu pozwalamy sobie na to ryzyko, nie przejmując się jego konsekwencjami.
Szybko radzę sobie z odpięciem jego munduru. Zsuwam z niego górną część garderoby, by móc dotknąć jego twardego brzucha. Lucian wstrzymuje oddech i czuję, jak jego mięśnie napinają się pod moim dotykiem. Przesuwam dłoń niżej, będąc pod wrażeniem tego, jak bardzo mnie pożąda. Pomiędzy nogami czuję pulsowanie i głód.
-Pragnę cię, Lucian. - szepczę. 
On bez chwili wahania bierze mnie na ręce i kładzie na łóżku. Na jego twarzy czułość, miesza się z żądzą, jakiej jeszcze u niego nie widziałam. Jakby wstąpił w niego inny człowiek. Mam wrażenie, że krew szumi mi w uszach. Teraz kiedy mogę zobaczyć jego ciało w całkowitej odsłonie, niczego więcej mi nie trzeba.
Zbliża usta do moich i całuje mnie długo, do momentu, gdy oboje musimy zaczerpnąć nieco oddechu. Oboje chyba uznajemy, że nie potrzebne nam słowa. Wyraz naszych twarzy mówi wszystko. 
Pocałunkami tworzy na moim ciele długą ścieżkę. Po chwili wsuwa rękę między moje uda i zanurza palce w wilgotnym wnętrzu, po czym skupia się na najwrażliwszym punkcie, zataczając opuszkami wąskie kręgi. Dyszę, kręcąc biodrami i napierając na jego dłoń, błagając o zaspokojenie, które jest tak blisko.
-Chcę cię poczuć. - mówi cichutko, wpajając się w moje wargi z zachłannością. Nie tracąc czasu, łapie swoją męskość i powoli wprowadza ją wewnątrz mnie. Na ten kuszący ruch uginam kolana i rozchylam nogi, otwierając się przed nim jeszcze szerzej. 
Nasze spojrzenia znów się spotykają i przeskakuje między nami ta sama iskra co przy pierwszym razie, tyle, że z pięciokrotną mocą. Czuję jego pulsowanie, kiedy po chwili jednym pchnięciem wciska się we mnie do końca. Zaczyna napierać rytmicznie, coraz szybciej, a ja jak zaczarowana obserwuję emocje, które pojawiają się na jego twarzy. Unoszę biodra i oplatam nogami jego plecy. Lazurowe oczy rozbłyskają. Przymyka powieki i wybija się we mnie mocniej, zachłystując się urywanym oddechem. I kiedy następuje ostatnie, głębokie pchnięcie, wtula we mnie swoje ciało, pozostawiając przy tym przyjemny gorąc. 
Mija dłuższa chwila, zanim jesteśmy w stanie do siebie dojść. Słyszę jak deszcz za oknem szumi cicho, a do sypialni wpadają promienie księżyca. W ich łagodnej poświecie, Lucian unosi podbródek, obserwując mnie z czułością.
-You are everything to me, my Black Swam.
-And you are everything to me, Gallant Hummingbird. Forever.

***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz